Draże barykadują drzwi do Torunia.

Wicemarszałek Sejmu z SLD Jerzy Wenderlich obiecał zostać mediatorem, prawnicy nawoływali publicznie do blokowania budynku, a paneliści narzekali ile wlezie na Urząd Miasta Torunia i otwarcie wołali o referendum odwołujące Michała Zaleskiego. Autopromocja szalała, a chwilami najmniej było w tej dyskusji przyczyny spotkania - problemu zamknięcia Cafe Draże. Miejsca, które powinno pozostać na Starym Mieście, bo dobrze służy toruńskiej kulturze.

paneliści "w obronie Draży": Katarzyna Toczko-Drewnowska z CSW, Paweł Kołacz z PZR, Joanna Scheuring-Wielgus z WinWin, Joanna Kombi Jankowska ze Sztuka Cię Szuka
To wnioski z panelu dyskusyjnego jaki odbył się w czwartek, 20 czerwca w klubie Cafe Draże na toruńskim Starym Mieście. Draże są od kilku dnia na ustach wszystkich środowisk niezależnych i kontrkulturowych w Toruniu. Klub ma być bowiem zamknięty, dokładnie za tydzień 27 czerwca. Okazało się bowiem, że fundacja, od której podnajmował budynek upadła, a Urząd Miasta chce obiekt sprzedać. Sytuacja z wygasającą umową najmu jest bardzo skomplikowana, dlatego nie podejmę się jej streszczać, konkretniej przeczytacie tutaj.

Co nowego wniosła dzisiejsza dyskusja? Niewiele. Wszyscy wiedzieli, że Draże nie oddadzą "skóry" łatwo. Nie dziwią więc informacje o tym, że 27-ego likwidatora który przyjdzie odebrać budynek powita blokada i tłum ludzi. Do takiego rozwiązania - ku zaskoczeniu wielu - nawoływali nawet obecni na spotkaniu prawnicy (swój zawód sami podkreślali).



Każdy rozsądny człowiek, chociaż trochę orientujący się w kulturze wie, że kluby o profilu takim jak Draże są obecne w każdym szanującym się, rozwiniętym mieście europejskim. Draże stawiają na kontrkulturę, praktykują sprzedaż produktów fair trade, dyskutują po mniejszościach narodowych, wyznaniowych i seksualnych. Pokazują filmy i robią koncerty. Właściwie klub jest niezależnym domem kultury. Czyli jest tak, jak w Berlinie, Londynie czy  Paryżu. Powód do dumy, nie wstydu.

Tymczasem dyskusja pod wiele mówiącym tytułem "Kulturalne zawracanie Wisły" momentami przypominała zawracanie głowy. Przynajmniej umiejętnościami autopromocji. Kilka zdań wartych jest jednak przytoczenia. Paweł Kołacz z Pracowni Zrównoważonego Rozwoju mówił o tym, kto właściwie zarządza kulturą w toruńskim urzędzie miejskim: "Trzy lata temu prezydent odebrał wszelkie uprawnienia w tej kwestii wiceprezydentom i dzisiaj on samodzielnie odpowiada za kulturę" - mówił. Powróciła sprawa oddania toruńskiej kurii biskupiej Kościoła Katolickiego za symboliczne 15.000 zł całej kamienicy na środku Starego Miasta. Pytano czemu działania środowisk niezależnych są w Toruniu tak nieskuteczne? Joanna Wielgus z Fundacji WinWin mówiła: "Środowiska wiele razy mówiły wspólnym głosem, ale zawsze było to pacyfikowane. Gdy walczono o przejęcie na ich potrzeby Starego Browaru, fortu B66 czy kamienicy przy Bydgoskiej 50. Problemem nie jest brak jedności środowisk, ale zgnuśnienie urzędników" - mówiła. Mówiąc o kulturotwórczej roli Draży podkreślała, że sama szuka miejsca na stworzenie niezależnego domu kultury Fundacji WinWin na Starym Mieście. Według nieoficjalnych informacji w zakresie zainteresowania  Win Win znajduje się dawny, wojskowy kinoteatr Grunwald i Stary Browar naprzeciwko Baja Pomorskiego.
Paweł Kołacz z PZR
Tomasz Cebo, szef klubu Enerde, muzyk i artysta słusznie pytał co dalej gdy "wybronimy Draże"? Bo przecież czynsze dla klubów artystycznych pozostaną takie, jakie są. To poważny problem staromiejskich klubów. Nie ma co ukrywać - większość, jeżeli stawia na kulturę, a nie dyskoteki i plastikowe panienki -  ledwo ciągnie. Cebo nie ukrywał, że znane w całym kraju  Enerde, ma finansowy ciąg ujemny.

Gdy na chwilę dyskusja wróciła do sedna, Paweł Kołacz słusznie zauważył, że zamykanie miejsc takich jak Draże przeczy światowym trendom, gdzie dbałość o tzw. przemysły kreatywne jest od kilku lat zasadą. Najkrócej mówiąc - biznes i pieniądze ciągną tam gdzie dobrze rozwinięty jest sektor kreatywny, czyli kultura i nauka. Tymczasem w Toruniu nie pomaga w tym nawet uchwalona i obecnie obowiązująca (?) strategia kultury autorstwa krakowskiej MISTiA: "Strategia kultury jest 'półkownikiem'. Gdyby była taka jak chcieliśmy (mowa o kręgach, które zgłaszały liczne poprawki do strategii, ale nie zostały one uwzględnione) nie byłoby dziś tego spotkania, bo nie byłoby sprawy zamykania Draży" - mówił Kołacz, a po chwili zawnioskował o organizację referendum odwołującego prezydenta Michała Zaleskiego.

Wnętrze Draży
Niektórzy galopowali prosto w step poddają w wątpliwość to, co jest realnym źródłem utrzymania Torunia. Nie mogę bowiem w żadnym miejscu zgodzić się z Marcinem Zalewskim z galerii nad Wisłą, że "kultywujemy w Toruniu fetysz turystyki". Zapytam retorycznie: jaki fetysz ma kultywować jedno z dwóch w kraju miast w jakich zachowała się po wojnie, w 100%, Starówka i do tego jest wpisane na światową listę zabytków UNESCO?

Spotkanie pokazało, że grupa osób niezadowolonych ze sposobu kierowania Toruniem jest duża. Jest też coraz bardziej kompetentna w swoich dziedzinach. W porównaniu ze spotkaniami sprzed 2-3 lat pada więcej konkretów, twardych danych, mniej pustych, efemerycznych deklaracji i emocji. Jednak poprowadzenie sprawy Draży w stronę barykad, "obrony" i retoryki wojennej" jest błędem i oznaką słabości. Bo chyba niestety Draże są jedynie pretekstem. "Obrona" klubu przed "Wielkim Wrogiem" (czyli właściwie kim???) ma stać się zdaniem panelistów zaczynem "większego dzieła". Podpalić stos, który zapłonie w dniu wyborów samorządowych za niecałe półtora roku. Trudno oprzeć się bowiem wrażeniu, że kilka osób obecnych na dyskusji otwierało po prostu swoją kampanię wyborczą na radnego Miasta Torunia.

Za katastrofę uznaję fakt, że żaden z obecnych radnych nie zaszczycił tego spotkania swoją obecnością. To czytelny sygnał, że trzeba się zastanowić, czy głosować na nich ponownie, bo ich rolą jest uczestniczenie w najmniejszych nawet problemach mieszkańców. Zamiast radnych zabłysnął jeden z szefów toruńskiego SLD, który przyniósł wieści od Jerzego Wenderlicha, posła z Torunia i wicemarszałka Sejmu. Wenderlich ogłosił, że zostanie mediatorem pomiędzy Drażami i Prezydentem Zaleskim. Można więc być spokojnym o zakończenie tej bitwy, bo alianse polityczne w toruńskiej Radzie Miasta każą sądzić, że sprawa Draży zostanie "wymediowana".

Jedna rzecz tylko smuci. Dla serfowania po fali popularności wiele osób woli konflikt wokół Draży, bo zapewnia większy oddźwięk medialny. A przecież jeszcze w poniedziałek ci sami ludzie wszczynać chcieli bitwę z Urzędem Marszałkowskim o utworzenie Regionalnego Funduszu Filmowego.

Ja nie wycofuje się ze sprawy RFF i KPIF i chociaż może blednie to przy barykadach w drzwiach Draży, przypomnę, że o tym jakie znaczenie ma powoływana obecnie Kujawsko-Pomorska Inicjatywa Filmowa z budżetem 5,3 miliona zlotych i jak te pieniądze pozyskać dla filmowców toruńskich oraz bydgoskich, będziemy rozmawiali w poniedziałek, 24 czerwca, o godz. 18:00 w klubie Kawalerka.

Draże będą wtedy, mam nadzieję, już po mediacjach i ze spokojną przyszłością.
Obsługiwane przez usługę Blogger.