3 lata spóźnienia.

Tak, recenzja pisana z trzyletnim opóźnieniem nie jest może spojrzeniem najnowszym, ale może być za spojrzeniem na świeżo. Paradoks? Nie. Jestem bowiem świeżo po lekturze wydanej trzy lata temu książki Radka Rzeszotka, Jacka Kiełpińskiego i Adama Luksa „W pogoni za Litwą”. Podtytuł „sześćset lat po Grunwaldzie” mówi wszystko. Lub prawie wszystko.

Herb Litwy - Pogoń
Przeczytałem książkę ciekawą, z wartką akcją i  wyrazistymi bohaterami, mimo że nie jest powieścią, ale reportażem.

Gdy w warszawskim Trafficu zobaczyłem tę książkę kupiłem ją bez wahania. Autorzy są obecnymi lub byłymi dziennikarzami toruńskiego dziennika Nowości, znam ich osobiście i ciekawość mnie zżerała, co tam napisali.
O czym mówi książka najlepiej powiedzą sami autorzy: „Plan był taki: rozmawiamy z tymi którzy na Litwie sześćset lat po Grunwaldzie najwięcej znaczą, z tymi którzy są po prostu wyraziści i z tymi anonimowymi, którzy rozsławiają ten niewielki kraj” – czytamy we wstępie.

Autorzy ustalili sobie pewne ramy czasowe – wszystkie wytwiady i reportaże przygotują w miesiąc. Udało im się faktycznie rozmawiać z najciekawszymi artystami, historykami, dyplomatami, politykami, dziennikarzami. Nawet z panem premierem i panią prezydent Litwy.


Największym atutem tej książki, jest odkrywanie tego co mamy na wyciągnięcie ręki. jest przecież takie powiedzonko „pod latarnią zawsze najciemniej”. I tak jest z Litwą, która mamy obok „pod latarnią”, a wiemy o niej nieporównywalnie mniej niż o chociażby Czechach.

Wilno "by wieczór"
Książka Radka, Jacka i Adama jak burza przetacza się przez litewską historię i teraźniejszość. Jesteśmy w gabinecie prezydent Litwy, ale też u ludowego rzeźbiarza, który stworzył muzeum "Chrystusów frasobliwych" czy twórców potęgi litewskiego… lasera (mało kto wie, że Litwini produkują najlepsze lasery). W krótkich, dziennikarskich tekstach budujących książkę, cały czas przewija się temat Grunwaldu – (po litewsku "Żalgiris"). Autorzy zadają pytanie, jak to jest, że 600 lat temu (książka wyszła w roku
2010) Litwini i Polacy, pod wodzą dwóch Litwinów – Jagiełły i Witolda, mogli wspólnie pokonać potęgę armii zakonu Krzyżackiego, a dzisiaj Polskę i Litwę łączą jak najgorsze stosunki międzynarodowe?


Wilno widziane "polskimi oczami"
Z żadnym z sąsiadów (Białorusi nie biore pod uwagę, bo to „inna liga”), nie mamy tak złych układów jak z Litwą, gdzie mieszka, aż 200 tysięcy Polaków! W stosunku do ludności Litwy (3,5 mln) to prawie 10% populacji. W Polsce mieszka 20.000 Litwinów, co procentowo daje ledwie "promil statystyczny".



Z książki nie wynika dlaczego jest tak źle skoro powinno być dobrze. To dla mnie największy minus tej publikacji. ale podejrzewam, że rasowi dziennikarze - jakimi są autorzy - stosują zasadę, że od wniosków są filozofowie, a dziennikarz ma po prostu pytać. Najwięcej zbliżających do prawdy odpowiedzi pada chyba z ust dyplomatów i polityków. A właściwie nie pada – trzeba przeczytać pomiędzy wierszami to, co politycy przekazują bez słów. Powtarzają się te same od 100 lat fobie: "zagarnęliście nam Wilno w 1920 roku”, "Żeligowski to był cios w plecy”, "Polacy na Litwie to nie są prawdziwi Polacy, ale spolonizowani Litwini”, "chcecie nam zabrać Wilno nawet dziś". I mnóstwo innych strachów lęków, problemów jakie zachwaszczają nasze relacje.

Niestety, my jako naród w porównaniu z litewskim – ogromny, traktujemy litewskie lęki jak dziwne fobie, a tymczasem dla nich są one sprawą fundamentalną. Po lekturze „W pogoni za Litwą” upewniłem się, że dla nich niektóre sprawy są kwestią "być albo nie być". Małe narody w zglobalizowanym świecie wciąż balansują na krawędzi istnienia. Czasami wyznacznikiem ich istnienia jest język narodowy. Tak jest z litewskim, którym mówi na świecie ledwie 4 mln ludzi. I tu pojawiamy się my, walczący o prawo pisania nazwisk i nauki w szkołach po polsku. Dla nas to tylko kilkaset tysięcy osób, dla Litwinów to prawie 10% obywateli, którzy nie będą używać narodowego języka. Te same problemy okiem olbrzyma i liliputa wyglądają zupełnie inaczej. Jedno jest pewne – po lekturze książki nabrałem chęci na wyjazd na Litwę. Zobaczyć wydmy Mierzei Kurońskiej, wpaść do najlepszego spa w Europie, zanurzyć w jednym z 20 luksusowych hoteli w Drukiennikach.



Po tej książce Litwa przestaje być dla nas "dodatkiem do Wilna", ale zyskuje samodzielny byt. Dlatego każdy Polak chcący zrozumieć naszego sąsiada i udać się w "pogoń za Litwą", winien tę książkę przeczytać.
Obsługiwane przez usługę Blogger.