Pewnego lata w Sum - el - dah

Sum–el–dah od lat było najpopularniejszym letniskiem w Wielkim Emiracie Arabskim. Emirat zaś był największym i najważniejszym państwem Bliskiego Wschodu. Sum-el-dah nie leżało wcale nad morzem, ale nad dość paskudnym jeziorem. Okolica też nie była specjalnie ładna. Zapytacie więc czemu właśnie Sum-el-dah? Czemu tu zbierała się snoberia z całego Bliskiego Wschodu? Przy czym trzeba pamiętać, że pomniejszych szejków, mających raptem dwa szyby z ropą, jeden z gazem i malutkie złoże uranu – nie stać tu było na pokój w najtańszym hotelu miasta.

A więc: dlaczego?!!?

Tajemnica leżała w klimacie Emiratu. Palące słońce, przez 365 dni w roku, a jak zdarzył się rok przestępny, to nawet dzień dłużej. Klimat wymarzony dla wielbłądów i suszonych śliwek. A tymczasem w Sum-el-dah nieustannie lał deszcz. Było zimno i ponuro. Słonce pojawiało się raptem dziesięć razy w roku i było tak niewyraźne jak mina prezydenta Clintona po pierwszym oświadczeniu pani Lewinsky.

I to była właśnie tajemnica popularności letniska. Ze wszech miar egzotyczny dla mieszkańców Emiratu klimat. Ale pewnego dnia – to był wtorek jak podają wszystkie encyklopedie – przestało padać i wyszło Słońce. Nie takie jak zawsze - rachityczne jak intelekt modelki – ale mocne i jurne jak młody nosorożec.

Pierwszego dnia wywołało to tylko lekką nerwowość i lawinę dowcipów o tym, że Słońce zaświeciło w Sum-el-dah.

Drugiego dnia było gorzej. Odwołano nawet bal dobroczynny na rzecz stypendystów Hezbollachu.

Trzeciego dnia szejk gubernator był tak zdenerwowany, że zapomniał nakarmić swoje gryzonie. Te zaprotestowały obsikując wszystkie kąty głównego salonu, co skończyło się skandalem dyplomatycznym. Zaproszony do szejka na wieczór konsul francuski poczuł się urażony i wyszedł zanim wszedł na dobre.

Czwartego dnia na zlecenie Emira zwołano posiedzenie rządu. Było krótkie. Wytyczne też. Winnych znaleźć, schwytać i ukarać.
Na pierwszy ogień poszła opozycja. Polityczna, potem religijna. Najostrzej potraktowano ruch na...
rzecz zniesienia nakazu noszenia kwefów przez kobiety. Premier rządu nie lubił ich osobiście, bo kiedyś w czasie manifestacji wykrzyczeli, że broni tego nakazu, ze względu na żonę. Faktycznie, w jej przypadku kwef był tylko dobrodziejstwem dla bliźnich. Z rozpędu zlikwidowano też grupę, która nie chciała kwefów gdyż uniemożliwiały one organizowanie pokazów mody. Siepaczy emira nie przekonało tłumaczenie, że chcą po prostu, z rządowym namaszczeniem popatrzeć na modelki. No bo przecież nie porozmawiać.
W każdym razie problem tej opozycji też zlikwidowano.

A deszcz nie spadał.

Niezwykle Ważny Autorytet moralny nieśmiało zasugerował, że być może to boska kara za lata bezmyślności i okrucieństwa władzy Emira. Jego wypowiedź przez wzgląd na zasługi przemilczano, a przez grzeczność nie rozstrzelano go, gdyż był naprawdę Ważnym Autorytetem Moralnym. No, a poza tym miał naprawdę spore udziały w Narodowych Zakładach Naftowych.
Tymczasem czystki zabrnęły tak daleko, że opozycję zaczęto importować z Korei Południowej i mających stałą nadwyżkę krajów Europy Środkowo – Wschodniej.

Na kilka miesięcy przed Feralnym Czwartkiem, w jednym z miast tak potworrrnie prowincjonalnych, że miało tylko jednego McDonaldsa, wystąpił pewien rzemieślnik. Miał na imię Ahmed, co natychmiast wzbudziło sympatię wśród ludzi. Wiadomo – gdyby miał na imię Wołodia czy Francois, byłby wzięty – i słusznie – za cudzoziemca. A imiona takie jak Grzymisław czy Bożydar nie były zbyt popularne wśród tubylców. Wiadomo też, że lud nie lubi tego co nie popularne lub Jedyne w Swoim Rodzaju. I prostując plotki pseudohistoryków - nie miał też na imię Orgazm. Właściwie takiego imienia nie ma, ale nigdy nie wiadomo, czy jakaś Amerykanka nie nazwie tak swojego dziecka.

Wróćmy do seraju sedna sprawy.

Ahmed zwołał wiec i w prostych, rzemieślniczych słowach zaproponował manifestantom zmianę rządu i Emira na inne za pomocą rewolucji. W domyśle – czego nikt się nie domyślał – kierowanej przez niego samego. Dalej wszystko potoczyło się klasycznie i szablonowo.

Ahmed robił swoje, deszcz nie padał, a w kraju trwały czystki. Granice zamknięto. Emirat izolował się od świata. Ludzie za wszelką cenę chcieli sprowadzić deszcz do Sum-el-dah. Aby tego dokonać czynili rzeczy niepojęte. Jeden z większych szejków zaprosił do siebie znany boys-band, sądząc, że wykonywane przez nich ruchy bioder sprowadzą deszcz. Traktowanie ich jak szamanów skończyło się fiaskiem. Okazało się, że chłopcy są z plastiku, umieją mówić tylko “I love you” i “baby” oraz ogólnie są dupy nie szamani.

A partyzantka Ahmeda walczyła już z wojskami Emira. Ten zaś miał swoje kłopoty. Z powodu kryzysu musiał zwolnić 30 spośród swoich żon. Przyjęły to bez zrozumienia i założyły pierwszą w historii kraju organizację feministyczną o nazwie Pierwsza w Kraju Organizacja Feministyczna.
Czystki dotknęły wreszcie gejów. Żydów nie, bo ci korzystając z pomocy masonerii i Związku Cyklistów uciekli wcześniej do pobliskiego Izraela. Rzeczowa i systematyczna akcja spenetrowała środowiska homoseksualne, zmniejszając ich liczebność o 30%. Przerwano ją gdy samobójstwo wraz z kochankiem popełnił premier. W liście pożegnalnym przypomniał, że statystycznie każdego 5% społeczeństwa to homoseksualiści. W 40 milionowym Emiracie dawało to 2 miliony ludzi, a na wykończenie tylu zabrakło wojska i policji.

Deszcz nie padał, a Ahmed walczył. Zdobył już 40% powierzchni kraju.
Niezwykle Ważny Autorytet Moralny powtórzył swoje sugestie sprzed kilku miesięcy. Tym razem go rozstrzelano. Oczywiście stał się symbolem rewolucji, no bo nie ma to jak jakiś fajny męczennik.

Gdy sytuacja w Emiracie całkowicie wymknęła się spod kontroli, sprawą zajęła się ONZ. Z charakterystyczną dlań  zaradnością głuchoniewidomego grającego na flipperach podęła kilka decyzji i rezolucji. Wysłano obserwatorów, ale wrócili ze względu na brak odpowiednich hoteli. Bo w Emiracie nie było już czynnych hoteli… Cały kraj objęła rewolta. Emir bronił się z garstka wiernych wojskowych w stolicy, ale koniec był bliski.

Nadszedł czwartek zwany potem “Feralnym”. Dla Emira oczywiście. Gdy Ahmed oblegał już bezpośrednio pałac królewski Emir wsiadał do śmigłowca przysłanego przez zaprzyjaźnionego władcę jednego z sąsiednich państewek. Mocno wiało tego dnia i wiatr rzucił maszyną w minaret pałacu. Jak myślicie, co się stało? To jasne. Emir zginął. Wiadomo – gdyby się cudem uratował, a potem Ahmed darował mu życie byłaby wspaniała legenda, ale nic z tego. Legendy to świat wyobraźni, a  rzeczywistość jest brutalna, o czym może się przekonać każdy obserwując podwyżki cen karmy dla kanarków i rozpad instytucji rodziny pod koniec XX-tego wieku.

Rewolucja zwyciężyła, Ahmed został pierwszym rzemieślnikiem na tronie emiratu, a kraj począł lizać rany wojenne. Minaretu w pałacu nie odbudowano, na pamiątkę klęski dyktatora.

Do Sum-el-dah wrócili bogaci wczasowicze. Nie, deszcz nie spadł, ale nowy władca zbudował instalację zraszającą oraz za grube pieniądze zakupił technologię wywoływania burz i deszczu.

Wiedział doskonale, że nic tak ludzi nie wkurza jak zła pogoda na urlopie.


KONIEC

Obsługiwane przez usługę Blogger.