Ojcze-klik-nasz. Czyli modlitwa na komórki.

Dzięki serwisowi Modlitwa w drodze, możesz każdego dnia przeżyć kilka minut skupienia w swoim zabieganym życiu. Słuchaj Słowa Bożego, módl się nim i wprowadzaj je w życie". To słowa, które wprowadzają nas do jednego z najciekawszych rozwiązań mobilnych z jakim zetknąłem się ostatnimi czasy.

Serwis http://modlitwawdrodze.pl umożliwia wierzącym katolikom modlenie się w najbardziej nietypowych miejscach, sięganie do skarbca modlitwy w korku ulicznym, podczas biegania czy w pracy. Serwis przygotował zakon Jezuitów. "Modlitwa w drodze" to nie tylko strona www, ale i darmowa aplikacja na telefony i tablety [Android/iOS]: "Usprawni ona aktualizowanie modlitw, pozwoli na komentowanie i łatwe zarządzanie ulubionymi plikami". "Aktualizowanie modlitw" - to brzmi mocno...


Ale wbrew pozorom uważam pomysł Jezuitów za znakomite wyjście naprzeciw współczesnemu człowiekowi, który żyje coraz bardziej w swoim smartfonie. Własciwie są już tacy, którym smartfon przesłonił fakt istnienia normalnego życia. Ale zaraz, co jest niby dziś "normalne"? Przecież dla smartfonowców, fanów social media i ludzi oszalałych na punkcie nieustannego bycia online, to właśnie życie "poza ekranami" nie jest normalne.

wizytówka nowego serwisu
I dla nich jezuici wymyślili tę drogę do Boga. No bo skoro już blisko 50% Polaków ma smartfona i przeciętnie spędza na wgapianiu się i macaniu jego ekranu 119 minut dziennie (najnowsze dane), to bogiem staje się dla nich właśnie smartfon. Kiedy więc Bóg (ten właściwy) wyskoczy z ekranu, stanie się dla nich ważny, bo znajdzie się w ich świecie. Skoro "bycie-stale-online" staje się protezą bycia naprawdę wśród ludzi i realnych relacji emocjonalnych, trzeba to brać pod uwagę.

Nawet jeżeli jesteś akurat przeciwnikiem smartfonów, tabletów, pokolenia mobile i social, to nie ma wyjścia - musisz się z tym liczyć, że niedługo ekrany, ekraniki i ekraniska zdominują nasz świat. Już dzisiaj "rządzą" technologie i skróty RWD, NFC, CTR, czy "beacon". Media stają na głowie by zmieścić się na ekranach smartfonów, a amerykański Newsweek decyduje zakończyć wydawanie wersji papierowej i zostaje jedynie na mobilnych ekranach.

Dlatego modlitwa na te nośniki chyba powinna być traktowana jako coś normalnego. "Chyba", bo sam czuje pewien dyskomfort, gdy proponuje się modlitwę do wyboru - na Androida lub na Appla. Kiedyś była to raczej sprawa wewnętrznego skupienia, wyciszenia i pewnej samotności... Ale to pewnie efekt mojego podeszłego wieku. Nowinki muszą się nieco u mnie "uleżeć", bo pamiętam jeszcze czasy gdy były 2 programy w TV i to tylko przez kilka godzin, a na telefon do drugiego miasta czekało się godzinę.

W każdym razie no to "Ojcze-klik-nasz"!
Obsługiwane przez usługę Blogger.