Czy warto inwestować w sport żużlowy?

Od kilku dni w światku fanów żużla dudni wiadomość, że Roman Karkosik, miliarder spod Torunia, zrezygnował z dalszego finansowania drużyny Unibaxu Toruń. Zapłaci za ten sezon i potem zabiera swoje zabawki (czyli miliony) i zajmie się czymś pożyteczniejszym. Karkosik robi dobrze, bo inwestowanie w dyscyplinę  niszową i uznawaną w świecie za egzotyczną, nie wpływa na poprawę jego wizerunku i poza realizacją hobby niewiele mu nie przyniesie.

żużlowcy
Już słyszę głosy oburzenia z okolicy trybun naszych stadionów żużlowych, ale spójrzmy prawdzie w oczy. Jeżeli chodzi o poważanie na świecie żużel przegrywa chyba nawet z takimi dyscyplinami jak polo, curling czy piłka wodna. Nie ma się zresztą co dziwić. Już suchy opis żużla jako dyscypliny powinien wzbudzić zastanowienie czy wszystko jest ok?: "żużel polega na jeździe na motocyklu, dookoła stadionu, z możliwością skręcania tylko w jedną stronę i brakiem możliwości używania hamulca, bo motocykle żużlowe nie są w niego wyposażone". Tak na zdrowy rozum, czy to brzmi pociągająco?
Oczywiście można powiedzieć, że po "prostu nie rozumiem tej dyscypliny i jej nie kocham". Fakt, absolutnie nie rozumiem idei jazdy w kółko, nie  trafia do mnie zapach zjaranego etanolu i "etos" trybun dopingujących "samotnych jeźdźców".

Właściwie nie byłoby się czym przejmować, bo wielu ludzi nie lubi wielu dyscyplin. Całe moje życie upływa jednak w cieniu obecności żużla w moim rodzinnym regionie (Toruń-Bydgoszcz) i niemego uwielbienia mas dla tej dyscypliny, dlatego czuję się upoważniony do posiadania wobec niego stanowiska. Bezpośrednio do zabrania głosu przekonała mnie jednak informacja o tym, że liderzy najlepszych drużyn żużlowych w kraju potrafią zarabiać 10 mln złotych rocznie! Nie wiem na ile to prawda, ale jeżeli tak jest i ładuje się grube miliony w tę dyscyplinę, to zastanawiam się czy to rozsądny wydatek? Uogólniając - każda dyscyplina winna dążyć do zdobycia znaczenia w świecie i do znalezienia się w gronie dyscyplin olimpijskich. Żużlowi to "nie grozi". Uprawiany jest na poważnie w 2-3 krajach, w kolejnych 7-8 na pół-gwizdka. Widziałem "trybuny" stadionów żużlowych poza Polską, które są... zwykłym wałem z ziemi posianej trawą, na której piknikują nieliczni kibice, a nasi korespondenci robią z tego pikniku "relację live z Grand Prix". Na tym tle i przy naszym poziomie pompowania kasy w żużel, łatwo nazywać Polską ligę żużlową "najsilniejszą w świecie". Ale to trochę tak jak "największy Paryż jest we Francji", a "najwięcej oper w Sydney jest w Sydney"...

żużel (zwykły, z węgla)
Nie znam mechanizmów olimpijskich, ale nie dostrzegam szans na znalezienie się żużla w programie Igrzysk w najbliższym czasie (może się mylę, to niech ktoś sprostuje). Nadal pozostanie więc zabawą dla kilku nacji, traktowaną z powagą (i dużą forsą) głównie w kraju nad Wisłą.
Dlatego rozumiem decyzję Romana Karkosika.

A teraz możecie już bić...
Obsługiwane przez usługę Blogger.