Wielkanoc czy Małanoc?

Idzie Wielkanoc. Zgodnie z nazwą, to największa z nocy, najważniejsze święto chrześcijaństwa. Tymczasem jak co roku mam wrażenie, że polskiemu chrześcijaninowi to święto jest obojętne jak Dzień Hutnika. To nie Wielka-, ale Małanoc. W Polsce wciąż fajniej jest nucić kolędy niż zastanawiać, po co ten Jezus wyszedł z grobu. Wiem, że gadanina o zasadach chrześcijaństwa nikogo nie jara. Ale jak już ktoś dotarł do tego miejsca, to niech zostanie ze mną, długo nie będę pisał. Raczej znowu będą pytania, niż odpowiedzi, ale uważam, że warto pytać (bo się nie błądzi).

Bazylika Grobu Świętego w Jerozolimie
No to jazda. Warto przypomnieć, tym którzy nie pamiętają, że bez Wielkiej-nocy pojęcie "Chrześcijaństwo" w ogóle by nie istniało. Jaki bowiem byłby sens wyznawania odrodzenia w zmartwychwstałym Jezusie, gdyby on nie zmartwychwstał? Religia nosząca nazwę od jego imienia - religia Chrystusowa = chrześcijanstwo - by NIE POWSTAŁA. To najważniejszy, kluczowy moment dla Chrześcijan czy są katolikami, protestantami, prawosławnymi, koptami, grekokatolikami, mariawitami czy członkami tzw. kościołów lokalnych.

Tymczasem w Polsce za "święta" uważa się tylko Boże Narodzenie. Mruczenie kolęd, karpik, osławiona "rodzinna atmosfera" no i tony prezentów. Taaak, to są święta na bogato! Nikogo nie martwi, że choinka to nie biblijny, a niemiecki pomysł z końca XIX wieku, że św. Mikołaj to już Santa Claus uznawany nawet w Chinach, a "pierwszą gwiazdką" od dawna stała się pierwsza reklama Coca-Coli w telewizji. Boże Narodzenie to święta i koniec. Natarczywi podkreśliliby jeszcze rodowód tych świąt, ustanowionych w miejsce równonocy zimowej będącej świętem wielu religii pogańskich i to od czasów egipskich. A to taki prosty PR. Gdy chrześcijaństwo stała się religią państwową w IV wieku, chodziło o zagłuszenie istniejącego zjawiska nałożeniem nowego. No bo chyba nikt z Was nie wierzy, że Jezus urodził się 25 grudnia? Z religijnego punktu widzenia, Boże Narodzenie nie ma tak wielkiego znaczenia. Owszem, spełnia wiele przepowiedni Starego Testamentu, ale nie oznacza powstania chrześcijaństwa. Zmartwychwstanie - tak.

Ale "zajączek" dostaje w tyłek od  Mikołaja/Santa Clausa. Przegrywa na maxa. Powiedzcie sobie bowiem szczerze - każdy z nas co roku słyszy od znajomych przed Wielkanocą "a ja jakoś nie czuję tych świąt, bo one takie jakieś mało ciepłe są". No trudno o ciepło gdy w piątek następuje upamiętnienie okrutnego ukrzyżowania, potem jest grobowa sobota i dopiero w niedzielę radość - zmartwychwstał! Zresztą ludzie się nie pitolą z celebrowaniem Wielkanocy, większość od kilku lat wyjeżdża na mini-wakacje robiąc dwa długie weekendy jeden po drugim.

Mimo wszystko brakuje mi zrozumienia znaczenia Wielkanocy w narodzie, deklarującym 85% wierzących chrześcijan. Czy to ma szansę się zmienić? Nie. Nie wierzę w to. Będzie wręcz gorzej. Bo "wierni" nie wiedzą w co wierzą. I nie chcą się dowiadywać.

A co do Dnia Hutnika, to nie znam hutnika, który by to święto olał. Bo to jego święto.
Obsługiwane przez usługę Blogger.