Wtórnik vol. 1: Mecz o honor, Boga i Ojczyznę. Dziś Polska - Niemcy.

Zaczynamy pierwszy "Wtórnik" czyli Wtorkowe uwagi ma marginesie (niezobowiązujący wtorkowy sarkazm i ironia na tematy ogólne).
Dzisiaj tradycyjny mecz piłkarski Polska – Niemcy. Tradycyjnie powinniśmy przegrać, bo nigdy nie wygraliśmy. To powoli staje się zresztą obsesją piłko-lubnej części społeczeństwa. Podobnie jak druga tego typu paranoja – brak zwycięstwa nad Anglikami. Jedyny raz kiedy naprawdę byliśmy mocniejsi od Niemców, także przegraliśmy. To był rok 1974 i tzw. „mecz na wodzie”. Niemcy zastosowali wtedy metodę powtarzaną przez nas niedawno na Stadionie Narodowym, i pozwolili ulewie zalać dokumentnie boisko. Niestety nasze socjalistyczne korki piłkarskie nie daly rady kapitalistycznym, wodoodpornym butom i było 1:0. Tradycyjnie dla nich. Był to jedyny przypadek gdy Niemcy i Polskę dzieliła wielka woda. Wielu twierdzi że chętnie by ten stan utrzymało.

"mecz na wodzie" 1974, Mistrzostwa Świata
Ale aby nadać pozory powagi temu odcinkowi „wtórnika” trochę statystyki. Zagraliśmy ze sobą 17 razy. 5 razy był remis, 12 razy przegraliśmy. Ta tradycja utrzymuje się już od pierwszego meczu Polski i Niemiec. W 1933 w Berlinie dostaliśmy 1:0. Największy wpiernicz dostaliśmy w 1934 w Warszawie – było 5:2 dla drużyny III Rzeszy. Niemcy kilka lat później zagrali u nas „bardzo duży mecz”, który potrwał ponad 5 lat i zmiótł nie tylko warszawski stadion, ale i resztę naszej stolicy.

Stolicę odbudowaliśmy, ale na odbudowę reprezentacji piłkarskiej już sił nie starczyło. O tym jakie mamy szanse wiele powie wykres pokazujący pozycje Polski i Niemiec w rankingu FIFA (poniżej).


Jak widzicie, nasza krzywa przypomina wykres EKG zawałowca, a ostatnio krzywą spadku wartości rubla od czasu zajęcia Krymu. Niemiecki wykresik jest jak "przylepiony" do górnej linii tabeli. Wg stanu na dzisiaj my jesteśmy na 70. miejscu, koledzy – na 2. Czy jest więc jakaś szansa na sukces? Podobno mają zagrać po obu stronach składy rezerwowe. W przypadku Niemców nie znaczy to tego samego co u nas. Może dlatego oni wygrywają Ligę Mistrzów, a my mamy problem z Okżetpesem Kokczetaw, Szachtiorem Karaganda i Żetysu Tałdykorgan. Podejrzewam, że pewnym obciążeniem może być też fakt przypadania w Polsce 16 działaczy PZPN na 1 piłkarza, a gdy przegramy (tradycyjnie) dojdą do tego wrogie wobec polskiej reprezentacji działania: wiatru, deszczu, globalnego ocieplenia, kryzysu wodnego w zlewni Wisły oraz erozji przestrzeni stepowych.

Boję się też myśleć o ewentualnym sukcesie. W końcu eurowybory za moment. Prezes Kaczyński natychmiast ogłosi, ze tak naprawdę zawsze chciał być bramkarzem (ale go nie przyjęli z powodu wzrostu), Palikot zarzuci reprezentacji, że ma w składzie za mało gejów, transseksualistów i kobiet, Leszek Miller powie, że to kontynuacja myśli trenerskiej z roku 1974, zaś premier Tusk po prostu wyjmie na trybunie sejmowej piłkę i strzeli gola. Opozycji. Ach zapomniałem! PSL – oni też pójdą kopać. Ziemniaki.

Do zobaczenia wieczorem na tradycyjnej… hemm… a zobaczymy! Pięść im w tę niemiecką przestrzeń tylną. Poooooooooolska – białoooooczerwoni! (nieuzasadniona wiara i naiwność zawsze gubiła nasz naród, ale jestem Polakiem!)

i jednak nie chciałbym aby skończyło się właśnie tak


najwyżej wystawimy to, co mamy w piłce najlepsze :)


Obsługiwane przez usługę Blogger.