Wtórnik, vol. 4: Arabskie kobiety, a deklaracja sumienia.


Zapraszam na "Wtórnik" czyli zdystansowane Wtorkowe Uwagi na Marginesie. 

Stało się. Kraj zatrząsnął się w posadach po deklaracji 3 tysięcy lekarzy, że nie będą leczyli chorób płciowo – rozrodczych, gdy naruszają one ich sumienie. Jak to w Polsce jest zawsze, od razu powstały dwa fronty, dwie armie starły się w strzelistych deklaracjach, warczące bulteriery polityczne zaczęły ochlapywać się śliną z wyszczerzonych zębów. Sama deklaracja wiary jest pomysłem przypominającym chwilami propozycję, by dentysta leczył zęby z zawiązanymi oczami. Dentyście to obojętne, pacjentowi nie bardzo. Punkt o tym, że organów płciowych mogą używać „jedynie ludzie połączeni świętym węzłem małżeńskim”, to już majstersztyk sam w sobie. Zastanowić się trzeba czy nie zostanie rozszerzony na dotykanie narządów, bo wtedy większość facetów będzie niestety musiała sikać na siedząco. Ale dość dworowania sobie.

Bo są już też pierwsze ofiary nowej wojny polsko-polskiej. Mowa o profesorze Bogdanie Chazanie ze Szpitala Świętej Rodziny w Warszawie. Otóż postanowił on zostać pierwszym harcownikiem tej wojny i odmówił aborcji kobiecie z uszkodzonym płodem, powołując się na deklarację sumienia. Cóż to się zaczęło dziać! Politycy gdyby mogli ukrzyżowaliby lub uznali za świętego (*niepotrzebne skreślić) pana profesora. Wypowiadali się byli i obecni ministrowie zdrowia, a nawet sam premier. W końcu sam lekarz wydał oświadczenie. I co? I nic! Wszyscy wleźli jeszcze głębiej w swoje okopy.

W ogniu walki mało kto wspomina, że brak sumienia to coraz poważniejsza choroba w Polsce. Wręcz niemożliwa do leczenia. Dlatego nie wolno w czambuł potępiać deklaracji lekarzy. Z tego co da się zauważyć, poza mocno nadętą formą, ci lekarze zapewniają w niej, że będą uczciwie traktowali pacjentów, co wydaje się być warte poparcia.

Bo tak naprawdę, to trzeba znać proporcje. Wyjrzeć nieco ponad PL-grajdół, bo prawdziwe problemy z leczeniem mają inni, nie my! U nas najwyżej chory przejdzie do innego lekarza, a kobiety w Arabii Saudyjskiej!? Otóż saudyjscy duchowni zabraniają kobietom chodzenia do lekarza-mężczyzny
bez asysty męskiego krewnego! Biorąc pod uwagę ostatnie, głośne wołanie o pomoc córek samego króla Arabii, który więzi je w zamknięciu od dekady, arabski mężczyzna islamski na pewno mocno zajmuje się kobietą będąc z nią u lekarza. Widzę już tę wizytę! Lekarz z oczami zawiązanymi arafatką, stara się zbadać ciało kobiety, zawiniętej szczelnie w burkę, a w trakcie badania odpychany jest przez dbającego o islamskiej zasady męża. Nasza „deklaracja wiary” wygląda przy tym jak deklaracja udzielania szybkiej i obowiązkowej pomocy.

Nie wierzycie? Niedawno zmarła studentka Uniwersytetu Króla Sauda w stolicy Arabii Rijadzie, bo władze uniwersyteckie nie dopuściły do niej ekipy pogotowia ratunkowego, ponieważ składała się z mężczyzn.
Mamy świetnych lekarzy. Większość naszych rodaków z Wielkiej Brytanii jako żelazny punkt programu wizyty w kraju ustawia… wizytę u lekarza.
Tymczasem my toczymy wojnę na poglądy, przekonania i wiary.
I na szczęście, bo to jest właśnie przywilej demokracji, którą na szczęście mamy od 25 lat w naszym kraju.
Obsługiwane przez usługę Blogger.