Wtórnik vol.6: Jak zostałem debilem

Do czego służą miejsca parkingowe dla niepełnosprawnych? Do parkowania oznakowanych samochodów, prowadzonych przez niepełnosprawnych, odpowie naiwny. Otóż nie! To miejsca dla zmyślnych, cwanych, "jak-to-ja-se-miejsca-przy-drzwiach-nie-znajdę" prawdziwych Polaków.

"pan 50 lat" (czerwone daewoo)
Wystarczyła jedna wizyta w centrum handlowym Bielawy w Toruniu, bym zrozumiał jaki ze mnie był frajer, gdy widząc namalowany na powierzchni parkingu znak wózka inwalidzkiego stawałem na innym miejscu. Jakoś się mi zdawało, że gdy jesteś zdrowy jak koń i krowa razem to nie stajesz na miejscu niepełnosprawnego.

A jednak się myliłem, co odkryłem kilka dni temu, gdy przyjechałem z małżonką do CH Bielawy. Małżonka poszła załatwiać sprawę, a ja czekałem w samochodzie. Stanąłem obok 3 miejsc dla niepełnosprawnych. W minutę po zatrzymaniu na jedno z impetem wjechał samochód osobowy. Wysiadła kobieta. Koło 50-tki. Nie była zbyt urocza, ale na pewno była sprawna. Zapewne kierowca – mąż jest niepełnosprawny – pomyślałem. Być może był mocno niepełnosprawnym wewnętrznie, ale fizycznie wyglądał na rześkiego 50-latka w legendarnych sandałach+ skarpety. Nawet wychwycił moje zaskoczone spojrzenie, spojrzał z pogardą (w danej chwili jej nie zrozumiałem) i poszedł do centrum handlowego. Chwilę później na sąsiednim miejscu zatrzymał się mały samochód, z którego wysiadły: znudzona Córka oraz zadowolona ze swojego pomysłu na parkowanie Mama. Obie nadmiernie wręcz sprawne.

Zostało jedno miejsce, ale i tu Rodacy nie zawiedli. Zajął je Kolega w nowych adidasach z charakterystycznym chodem „jestem-gość” oraz jego Panna, z makijażem który zapewne robi sobie nawet do prac w ogródku. Aj, jakich tam prac! Do opalania się, bo że mają ogródek, gdyż się niedawno „pobudowali pod Toruniem”, nie miałem wątpliwości.

Siedziałem nieco zdetonowany i nagle zrozumiałem wyraz pogardy w oczach pana „skarpetki-na-sandały”. Otóż byłem dlań debilem, który nie umiał wykorzystać okazji, by stanąć samochodem dwa metry bliżej wejścia do marketu niż on. Byłem kimś niższego, nie wartego uwagi gatunku "niezaradnych życiowo". Bo Polak po to ma przecież samochód, by nim jeździć pod same drzwi, a nie by łazić jak głupi pieszo. Co nie?

Ale już trenuję zaradność! Udało mi się wczoraj zepchnąć 5-latka ze zjeżdżalni na placu zabaw i sam zjechałem pierwszy!

"Mamusia"



"Koleżka"
Instruktażowo: tak wygląda miejsce parkingowe dla niepełnosprawnych


PS: na deser straszliwa groźba przy prywatnej kopercie. Może by to zadziałało? ;)

okrutna groźba
Obsługiwane przez usługę Blogger.