Disco Polo. The Powrót. (recenzja zjawiska)

Premiera filmu Disco Polo rozpoczęła lawinę. Jeszcze nie przetoczyła się nad naszymi głowami, ale już schodzi ze zboczy gór. Zboczy z wielkim napisem "Wieś tańczy i śpiewa, teraz także w twoim domu". Czego dowiadujemy się dzięki temu o nas? 


O "fenomenie" disco-polo mówiło się przez wiele lat. Ku radości osób mających jakikolwiek gust, disco-polo w ostatnich latach zniknęło z fal radiowych, okopując się na mało ważnych festynach gminnych. Wydawało się, że już nie wróci. A tu zaskoczenie. Film "Disco polo" Macieja
Bochniaka z Dawidem Ogrodnikiem, Piotrem Głowackim, Tomaszem Kotem i Joanną Kulig oficjalnie stał się hasłem do ogłoszenia wielkiego powrotu tej muzyki na salony. 


Pierwsze jaskółki już było widać od roku. Super hit 2014 "Ona tańczy dla mnie", esencja bezguścia "przeciętnego Polaka", znany jest chyba każdemu człowiekowi w tym kraju. Sam Bochniak już 5 lat temu sportretował w dokumencie "Miliard szczęśliwych ludzi" chińską epopeję discopolowego celebryty, grupy Bayer Full. Zespół podpisał w 2010 roku kontrakt z chińską wytwórnią na 67 milionów płyt i ruszył w trasy koncertowe w Państwie Środka. Bayer Full zawojował Chiny, śpiewając discopolo po mandaryńsku. Stąd było blisko do pełnometrażowej fabuły.  

Nie chcę analizować źródeł i sukcesu tej muzyki. Generalnie nie ma też potrzeby istnienia głębszej analizy. Disco-polo to mutacja wiejsko-biesiadnej muzyki, przepuszczonej przez filtry taniego disco z Europy Zachodniej. No i oczywiście pogłos po legendarnym Italo-disco, o czym świadczy chociażby sama nazwa nurtu. Muzyka ze wszech miar nieudana, biedna formalnie, wręcz szkodliwa. Ileż razy...
słyszałem "wszyscy słuchamy disco polo, to nie jest takie złe, to wyraz duszy naszego narodu". Utożsamianie duszy narodu z czymś takim, gloryfikuje disco-polo, stawia ją w jednym szeregu z Mickiewiczem, Matejką, Kochanowskim, Bałką, Abakanowicz, Kantorem... Gombrowicz popełnił by drugi raz samobójstwo słysząc takie zdanie.


Bo obraz radosnej muzyki tanecznej jest w dużej mierze fałszywy. Ta muzyka i fortuny jej wykonawców, istnieją w jakiejś mierze dzięki mafijnym pieniądzom. Mało kto pamięta, że disco-polo w latach 90. uznawana była wręcz za "muzykę polskiej mafii". "Z działalnością Pruszkowa (gangu pruszkowskiego przyp. Jarry) policja wiąże niebywały rozkwit muzyki disco polo. Mafia inwestowała w wytwórnie płytowe, lansowała piosenkarzy, opłacała znanych telewizyjnych dziennikarzy muzycznych" - pisze znakomity dziennikarz śledczy Piotr Pytlakowski, specjalista od polskiej mafii. Brytyjska (sic!) Wikipedia donosi z kolei o gangsterze Pershingu (wł. nazwisko Andrzej Kolikowski) iż "jest uznawany za osobę odpowiadającą za popularność disco polo, jako gatunku muzyki, promując ją poprzez posiadane wytwórnie i sponsorując jej wykonawców". ("He is also often credited as the person behind the popularity of disco polo music genre, promoted by the labels he owned or sponsored"). To nie wymysły przeciwników tej muzyki. To smutna prawda.
 
Mamy krótką pamięć. Albo nawet jej mieć nie chcemy. W końcu to tylko muzyka. Wagnera nadal się słucha, mimo że był faworytem Hitlera. 

Więcej - chcemy oglądać własny, wyidealizowany, nieszkodliwy wizerunek tej muzyki. Film Bochniaka dał hasło "Już można. Disco-polo przestaje być obciachem". Hasło już podchwycono. Reklama zareagowała pierwsza - ruszyła właśnie telewizyjna kampania reklamowa gładzi szpachlowej Cekol oparta na przeróbce piosenki „Ona tańczy dla mnie”. Akcję przygotowała agencja Believe. 

Wiele osób zaszokował mistrz przeróbek muzycznych CeZik. Przerobił wspomniany hit disco polo zespołu Weekend "Ona tańczy dla mnie" na... jazzowo! A donosi o tym kto, oczywiście "Fakt".



Onet Film: "Widzowie, którzy spodziewają się szerszej analizy fenomenu kulturowego, jakim była i ciągle jest w naszym kraju muzyka z gatunku "disco polo", mogą się na filmie Macieja Bochniaka srodze zawieść. Jest to bowiem raczej ironiczna, pstrokata i autotematyczna zabawa konwencjami"

WNas: Nie spodziewajcie się po tym filmie analizy fenomenu disco polo. Nie oczekujcie też szyderstwa z tej wątpliwej jakości rozrywki. Maciej Bochniak nakręcił szalony pastisz, ze świetnie przerysowanymi rolami Ogrodnika, Kota czy Kulig.
Polityka: "Disco Texas. Akcja toczy się w Polsce lat 90., lecz ta Polska przypomina Amerykę z filmów amatorskich przesyłanych kiedyś przez krewnych rodakom w kraju. (...) Niestety, postaci są toporem ciosane, dialogi chwilami drętwe, no i, tu pretensje największe, nie został wykorzystany potencjał aktorów".  

Wyborcza.pl: "Debiut 30-letniego Macieja Bochniaka z bezczelną przesadą przedstawia polską fantazję o amerykańskim śnie. Dokłada do niej przewrotną puentę". 

Kultura Liberalna: "Surrealistyczna wariacja Macieja Bochniaka na temat american dream w polskim wydaniu może zarówno oswoić ten napiętnowany „swojskością” fenomen, jak i utrudnić jego poważne traktowanie".

Jak skończy się ten ledwo rozpoczęty, ponowny marsz ku wielkiemu sukcesowi disco-polo? Obawiam się że zgodnie ze słowami recenzenta: "Niewykluczone nawet, że już niedługo polskie disco stanie się „kultowe”".
Niewykluczone. 


Obsługiwane przez usługę Blogger.