Dlaczego ludzie śmieją się ze sztuki współczesnej

Wbrew głoszonym przez samych artystów teoriom, ludzie śmieją się ze sztuki współczesnej nie dlatego, że jej nie rozumieją, ale dlatego, że artystom wydaje się, że to robią jest sztuką.Wielu z nich dawno już przekroczyło granice pastiszu, nieudanej karykatury pojęcia "sztuka".

Marcel Duchamp:
R. Mutt 1917, ready-made
Zaczynam ten tekst z pełną świadomością, iż przez koneserów sztuki współczesnej zostanę uznany za oszołoma niegodnego lizać buty/klapki/trampki Wielkim Artystom. Nie zależy mi. Mam ten błąd w programie, że nie daję się niestety nabrać na hohsztaplerkę jaką urządzają różni ludzie pod pozorem robienia sztuki. Bezpośrednią inspiracją do tych przemyśleń stała się dla mnie lektura artykułu w Wysokich Obcasach Gazety Wyborczej, o artystce Laurze Pawela (Paweli? - niestety słaby jestem z gramatyki, a nie chciałbym urazić Artystki złą odmianą nazwiska).

Jak pisze autorka tekstu, Artystka otrzymała spory grant na realizację projektu w USA. W związku z tym wzięła swoją 3-miesięczną córeczkę i męża (więcej niż trzymiesięcznego) i ruszyła do Teksasu. Tam po drogach i bezdrożach, karmiąc dziecko wodą z kaktusów i skorupkami skorpionów (żarcik, wiem - marny. Ale jaka sztuka, takie żarty), podróżowała
od jednej nieistniejącej miejscowości, do drugiej. Takie było bowiem w zarysie sedno jej wynagrodzonego grantem z Funduszu Wyszehradzkiego projektu. Celem nadrzędnym była jednak miejscowość Utopia, którą w II połowie XIX wieku założyła komuna fanatyków utopijnego socjalizmu. Żyli tam wg kompletnie nierealnych zasad, dlatego też Utopia szybko stała się utopijna i dziś jej nie ma. To znaczy jest - na jej miejscu utopijnie luksusowy camping.

I dochodzimy do sedna. Czytając tekst w pewnym momencie jednak się poddałem. Tymi bowiem słowami artystka opisała cel przyjazdu do Utopii: "Chciałam w miejscu gdzie była osada, postawić duchom (duchom dawnych mieszkańców, przyp. Jarry) ogromny billboard przedstawiający ocean lemoniady. Chciałam zorganizować dla nich nocną projekcję kilkuminutowego filmu, w którym wody oceanu powoli zmieniają kolor na lemoniadowy". OK, postanowiłem to przetrzymać, ale dobiło mnie. zdanie kilka akapitów niżej. Artystka stwierdza w nim: "Jestem dosyć racjonalna".

Ja nie jestem zbyt racjonalny, ale mam pewne granice akceptacji. Nie godzę się na jawną hohsztaplerkę realizowaną pod płaszczykiem sztuki. Mam nieodparte wrażenie, że wielu autorów sztuki współczesnej, generalnie nie robi niczego, co można by nazwać "sztuką". Sprytnie poruszają się w sieci grantów, dotacji, galerii prowadzonych przez znajomków, znajomych "znanych krytyków", 2-3 istniejących w kraju magazynów sztuki i co najważniejsze - skutecznie korzystają z "szarej masy". A co to za masa? To my, zwykli odbiorcy. Dla artystycznych oszustów jesteśmy świetnym alibi. Jeżeli "masa" reaguje niechęcią, oburzeniem, albo - na co czekają z utęsknieniem - protestuje, to jakby ich prace dostawały gwiazdki Michelina! Negatywna reakcja szerokiego odbiorcy, poczytywana jest w tym zamkniętym kole wzajemnej adoracji jak order, jak "plus dodatni", jak certyfikat że dzieło jest wysokiej klasy.

Joseph Beuys "Homogeneous Infiltration for Piano" 1966
No to ja chętnie ucertyfikuję i uwiarygodnię dzieło pani Paweli. Stawianie billboardu z morzem lemoniady dla duchów Utopii jest moim zdaniem pracą marną merytorycznie. Niewiele niosącą warstwie kreatywnej, wręcz ubogą w warstwie intelektualnej. Bardziej przypomina kolejny kawał "cenionych" kabaretów Paranienormalni czy Neonówka. Nie wiem i nie chcę wiedzieć co widzieli w tym projekcie ludzie przyznający dotacje w Funduszu Wyszehradzkim. Nie przekonuje mnie osobiście także sztafaż "naukowy". Badania pani Paweli nad opuszczonymi miejscowościami w USA? Owszem, byłoby to ciekawe z punktu widzenia historyka, popularyzatora historii. Ale nie widzę ich efektu w tej pracy

Niestety, nie podam tu argumentów typu "kobieta dostała tysiące dolarów żeby jeździć terenówką po Stanach i lać lemoniadę duchom, za czyje to pieniądze!? Dzieci przecież głodują!". Nie. Skoro Fundusz Wyszehradzki chce dawać pieniądze na takie coś, to go nie powstrzymam. Zazdrości też w mnie nie ma. Mnie po prostu mierzi robienie sztuki o niskim ładunku kreatywnym i próbowanie przekonywania odbiorców, że to dzieło na poziomie Josepha Beuys'a, czy Marcela Duchampa. Ludzie śmiali się z akcji obierania ziemniaków w Zachęcie (Julita Wójcik, 2001). Ale ona wbrew pozornemu bezsensowi tego czynu, miała rozsądny i mądry przekaz. Przekaz dotyczący roli i pozycji kobiety w społeczeństwie. Ekran lemoniady nie ma.

Sztuka, dawna, prehistoryczna czy współczesna nie może kłamać, bo przestaje być sztuką. Nie może udawać kreatywności. Promowanie na łamach wysokonakładowych pism, działań nieudanych moim zdaniem, powoduje śmiech. Właśnie dlatego, że niektórzy dziennikarze nie umieją (świadomie nie chcą?) twardo powiedzieć "Hej, jesteś fajną artystką, ale ta twoja praca jest słaba", przecietny odbiorca oddala się od sztuki współczesnej i zaczyna się z niej śmiać.

Nie bójmy się tego powiedzieć, odrzućmy strach przed uznaniem nas za "nieznających się na sztuce i odpowiedzmy, czy to nie jest śmieszne, tak obiektywnie? Ekran z lemoniadą dla duchów w środku pustyni, stawiany za grube tysiące dolarów? W takiej sytuacji sam mam chęć krzyknąć "lepiej byście te pieniądze wysłali Ukraińcom i im pomogli". To oczywiście populizm. Sztukę trzeba finansować. To ważna dziedzina życia. Jeżeli jest kreatywna, to wręcz fundamentalna dla inteligencji narodu. Ale z równą bezwzględnością trzeba eliminować próby naciągactwa. Rozpisane "pod grant", "pod dotację" projekty "artystyczne".

Dbajmy o jakość sztuki współczesnej, bo inaczej ludzie będą się z niej śmiać. I będą mieli rację.


PS: pani Pawela zrealizowała w życiu wiele różnych ciekawych działań. Niektóre bardzo dobre , inne frapujące. Miejmy to na uwadze. Rembrandt też czasami malował słabsze obrazy.
Laura Pawela Works
Laura Pawela w Culture.pl
Laura Pawela na Natemat.pl

Obsługiwane przez usługę Blogger.