Wykopali pamięć i przenieśli do parafii

Dwa średniowieczne krzyże pokutne zostały wykopane z miejsca w którym stały od stuleci i przeniesione pod lokalny kościół. Zdarzyło się to w gminie Żarów na Dolnym Śląsku. I co? Ano Polacy po raz kolejny dali pokaz ignorowania tradycji, które nie mieszczą się w ich horyzoncie religijnym. Co zabawne, uderzyli w tradycje... katolickie. 


Krzyże pokutne to unikatowy zabytek, typowy dla Dolnego Śląska. Znajdziemy tu ponad 400 takich obiektów. Pewnie niejeden z nas, spacerując po łąkach, lasach i górach dolnośląskich widział te niepozorne, kamienne krzyże stojące przy drodze. Niepozorne, ale czy wiecie, że z każdym z nich wiąże się jakaś konkretna, wielka tragedia? Zgodnie z tradycją średniowieczną stawiali je bowiem przestępcy w miejscu swojego występku, by przypominać o dokonanych przez siebie zbrodniach. Stawiali na mocy postanowień sądu. Były formą pokuty za gwałt, mord lub okaleczenie. Wyryte na nich ostrza włóczni czy miecze oznaczały narzędzie zbrodni. Stawiano je ku pamięci, uwadze i przestrodze potomnych. Miały również skłaniać przechodniów do modlitwy za dusze: zabójcy i
ofiary. Przy krzyżu następowało pojednanie mordercy z rodziną ofiary. Uwarunkowań dotyczących roli krzyży było zresztą dużo wiecej, ale nie miejsce tu na ich opisywanie.

Miejsce w którym stały, było niezwykle ważne. 

Ale jak zawsze okazało się, że jeżeli nie jesteśmy w giga-koszmarku w Licheniu, czy w kościele-"wyciskarce do cytryn" Ojca Rydzyka w Toruniu, to zapominamy o szacunku dla tradycji. Innej, nieznanej nam tradycji. 



Za zgodą burmistrza Żarowa, krzyże wykopano i przewieziono pod pobliski kościół parafialny. Jakże polskie myślenie. Jeżeli coś jest "religiopochodne" to musi trafić pod kościelne skrzydła. Co tam tradycja i znaczenie - również - religijne. Łopata, na pakę i do parafii! Jak wpisał mi na facebooku kolega (cytuję bo trafny tekst, choć oczywiście żartobliwy): "A co se będą jakieś hitlerowskie krzyże po polach stały? U nas za Bugiem takich dziwactw nie było, to zabralim ścierwo na poświęconą ziemię coby Hitlera - szatana z nich wygonić"

A przecież wystarczyłoby poczytać, by zrozumieć, że to nie jest poniemieckie mienie stawiane w polu w czynie społecznym przez Hitlerjugend. Że stawały te krzyże, gdy władcą Dolnego Śląska był wciąż Kazimierz Wielki, albo na tych terenach władali książęta świdnicko-jaworscy Henryk V Brzuchaty, Bolko I Surowy czy Bernard Zwinny. (na marginesie książęta świdnicko-Jaworscy - ładna nazwa ;)). 

A postawiono ich 400 na Dolnym Śląsku i ponad 200 na pozostałych ziemiach polskich. To była także polska tradycja. Czy współcześni Polacy naprawdę nie mają zdolności empatii dla czegoś co nie jest procesją Bożego Ciała w Krasnymstawie? Niuanse dotyczące sztuki i jej ideologii są współczesnym Polakom obce, jeżeli tylko nie dotyczą wyznawanej wersji tradycji. Kapliczki przydrożnej burmistrz by nie pozwolił ruszyć. Ale jakieś tam krzywo wykute krzyże - czemu nie.  

Sprawa ma też stronę formalną, związaną z pewną odpowiedzialnością prawną. Przenosin dokonano bez zgody konserwatora zabytków, bez konsultacji u archeologów i historyków sztuki. 

Po co się tym podniecam? O górników i frankowiczów już parę osób walczy. 
Pozwólcie mi zająć się czymś zbędnym i pobocznym. Polską kulturą. 


Obsługiwane przez usługę Blogger.