Partnerstwo prywatno-publiczne w kulturze. Skok w szarą strefę czy panaceum?

sierpnia 29, 2015
Dzisiaj będzie o koncepcji ważnej dla naszych kieszeni. Chodzi o ideę partnerstwa prywatno - publicznego w sferze kultury. Może wydawać się mało istotna dla naszej codzienności, ale to złudzenie. Wprowadzanie w życie PPP wiąże się bowiem oddaniem konkretnych kilku milionów złotych z naszych podatków, pod zarządzanie prywatnej fundacji lub stowarzyszeniu. I to niemal bez kontroli.

Kto uważa, że gospodarka to tylko fabryki i firmy, eksport-import, ten się myli. Kultura to także gospodarka. Dziesiątki tysięcy zatrudnionych, setki budynków, dziesiątki (bez)cennych zbiorów wartych miliardy złotych.


Wzorem PPP w gospodarce, rodzą się pomysły wprowadzania go w kulturze. Problem w tym, że "partnerzy" prywatni chcą, by partnerstwo było jednostronne (sic!). Najlepiej, by polegało na tym, że oni spijają śmietankę i błyszczą przed kamerami, a strona publiczna ładuje w projekt miliony złotych. Bez dokładnego przemyślenia wzajemnych relacji stron PPP w "gospodarce kulturalnej" grozić może powstanie "bardzo szarej" strefy.

JEDNA LINIJKA
PPP samo w sobie nie jest złe. Nie wplątując się w gąszcz prawnych terminów, z grubsza oznacza oddanie pewnych czynności – jak produkcja, budowanie, pełnienie usług – firmie prywatnej lub organizacji pozarządowej przez instytucję publiczną. Niestety, w Polsce mało kto zna zasady owego partnerstwa. Istnieją oczywiście rządowe regulacje – jak potężny dokument regulujący jego zasady, wydany przez Urząd Zamówień Publicznych.  Czytamy tam, że „cechą współczesnego systemu zarządzania publicznego jest przekazywanie przez administrację zarówno państwową, jak i samorządową, funkcji o charakterze publicznym podmiotom prywatnym”. O kulturze jest tam...

"Fakt" pokazuje zamordowaną dziewczynkę i wybucha festiwal obłudy (#Jarry w #NaTemat)

sierpnia 22, 2015
Znani dziennikarze dudnią "Fakt zszedł na dno dna". Internauci wyzywają na wszelkie sposoby redakcję. Znani felietoniści namawiają do "udostępniania na FB" ich felietonów o "Fakt-skandalu". Wybuchł festiwal obłudy.

Czy "Fakt" opublikowałby zdjęcie umierającej dziewczynki gdyby przewidywał, że mu to zaszkodzi? Nie.  


Redakcja "Faktu" widziała, że jeżeli zrobi coś takiego, to sprzedaż skoczy. Skoczą też rankingi cytowania, ruchu w sieci, odsłon strony "Faktu". A dlaczego? Bo tak naprawdę nas to jara. Możemy dotknąć czegoś strasznego, jednocześnie się nie bojąc, że nas to dotknie. Przecież to nie nasze dziecko pokazano w agonii. Możemy się na pokaz pooburzać i wyjść na...
(...)

Pełny tekst: http://jarryjaworski.natemat.pl/152277,fakt-pokazuje-zamordowana-dziewczynke-i-wybucha-festiwal-obludy

miejsce zabójstwa 10-letniej Kamilki, Kamienna Góra. źródło: onet.pl

Nie ma, nie ma wody na pustyni czyli Polska bardziej sucha od Sahary

sierpnia 16, 2015
Skwar lejący się od tygodni z nieba pokazał coś, co większość Polaków brała dotychczas za żart. Polska jest realnie zagrożona brakiem wody i idącą za tym katastrofą. Okolice Torunia i kujawsko-pomorskie szczególnie.

Wody coraz mniej... / rys. Jarry Jaworski / CC

Od ponad dekady słyszałem kątem ucha alarmujące wypowiedzi hydrologów, pojawiające się gdzieś na końcu materiałów o dorocznej, wielkiej powodzi. Stali przed kamerą TVN czy TVP i mówili jakieś niebotyczne dyrdymały. No bo zapraszano ich jako komentatorów materiału o powodzi, a oni jak zaparci wciąż o deficycie wody i wodnej klęsce jaka czeka Polskę. No to nikt ich nie traktował poważnie. Ja też.

Ludzie ekscytowali się kolejnymi wylewami Wisły koło Wilkowa, redaktorzy telewizyjni nakręcali psychozę strachu przed falą, która zaleje zaraz nasze domy i ulice. W tym amoku jakoś nikt nie miał takiej refleksji, że realnie, ten Wilków i okoliczna powódź to tragiczna, ale tylko kropka na mapie Polski. A plamami, nie kropkami, są rejony gdzie wody zaczyna spektakularnie brakować.
Nadszedł rok 2015. Od mega powodzi w 1997 (tej od piosenki Heya) minęło 18 lat. I okazało się, że

"Ch..a pamiętacie", czyli kibopatrioci (#Jarry w #NaTemat)

sierpnia 08, 2015
NaTemat.pl popełniłem tekst, za który na moim Facebooku dostałem pisemny wpier..l. Oczywiście z prawej strony. A szkoda. Poczytajcie.

Facebooka zdobywa ostatnio rysunek, który zamieszczam poniżej. Swój głos, równie mocny, dał też Projekt Warszawiak. Zgadzam się z nimi, bo muszę to w końcu powiedzieć głośno: nie chcę by pamięć Powstania Warszawskiego uosabiał jedynie stadionowy baran z odpaloną racą!
(...)


źródło: Facebook/Paczaizm.pl

Obsługiwane przez usługę Blogger.