Nie ma, nie ma wody na pustyni czyli Polska bardziej sucha od Sahary

Skwar lejący się od tygodni z nieba pokazał coś, co większość Polaków brała dotychczas za żart. Polska jest realnie zagrożona brakiem wody i idącą za tym katastrofą. Okolice Torunia i kujawsko-pomorskie szczególnie.

Wody coraz mniej... / rys. Jarry Jaworski / CC

Od ponad dekady słyszałem kątem ucha alarmujące wypowiedzi hydrologów, pojawiające się gdzieś na końcu materiałów o dorocznej, wielkiej powodzi. Stali przed kamerą TVN czy TVP i mówili jakieś niebotyczne dyrdymały. No bo zapraszano ich jako komentatorów materiału o powodzi, a oni jak zaparci wciąż o deficycie wody i wodnej klęsce jaka czeka Polskę. No to nikt ich nie traktował poważnie. Ja też.

Ludzie ekscytowali się kolejnymi wylewami Wisły koło Wilkowa, redaktorzy telewizyjni nakręcali psychozę strachu przed falą, która zaleje zaraz nasze domy i ulice. W tym amoku jakoś nikt nie miał takiej refleksji, że realnie, ten Wilków i okoliczna powódź to tragiczna, ale tylko kropka na mapie Polski. A plamami, nie kropkami, są rejony gdzie wody zaczyna spektakularnie brakować.
Nadszedł rok 2015. Od mega powodzi w 1997 (tej od piosenki Heya) minęło 18 lat. I okazało się, że
hydrolodzy mieli rację. Wystarczyły 3 tygodnie upału by stanęły polskie elektrownie, bo jest za mało wody by chłodzić ich turbiny. By Wisła wyschła do 20 cm, by zabrakło wody w tysiącach gospodarstw, szczególnie na Śląsku i... u nas. Takie komunikaty płynęły z wieczornych wiadomości.

"Jak to, ale mamy tysiąc jezior i rzek!" krzyknie oburzony Polak. Może i jest ich sporo, ale poza nimi wody jest dramatycznie mało. „Polska posiada jeden z najniższych wskaźników dostępności wody w Europie trzykrotnie niższy od średniej europejskiej”  - mówią hydrolodzy. Rozejrzyjcie się po Toruniu i wokół Torunia. Ile tu jest naprawdę fajnych miejsc do kąpieli? Zadeptane, moim zdaniem koszmarne, Kamionki. Osiek. Chełmża. I koniec jakby. W Toruniu dzieci kąpią się w fontannie w Parku Bydgoskim, bo nie mają gdzie. Na szczęście przestano włazić do Wisły, bo to najbardziej zdradziecka z polskich rzek. Ale może dlatego, że wyschła i widać syf jaki nią płynie. Syf, który podgrzany do 25 stopni zabija w niej wszelkie życie. Koło Bydgoszczy jest Zalew Koronowski, kilka małych jeziorek, ale też nie ma szału. Czas sobie uświadomić to, że nie mamy wystarczającej ilości wody. Polska ma kłopot. Nasz region też.

Do tego każda kolejna powódź w Polsce, to kolejne straty w skarbcu z wodą. Bo zamiast magazynować te zwały wody schodzące z gór w zbiornikach retencyjnych, pozwalamy im spłynąć lawiną na wioski lubelskie. Tam woda zmieszana się z szambami, pestycydami z pól i podmoczonymi cmentarzami, tworzy płyn o morderczych możliwościach.

70% powierzchni kuli ziemskiej pokrywają wody. Jednakże, jedynie 2,5% całej wody na świecie stanowią wody słodkie, które są niezbędne do życia wszystkich organizmów oraz roślin. Pozostałe 97,5% masy wodnej to wody słone. Jak dodamy że 2.1% wody słodkiej zamarzło w lodowcach na biegunach, to okaże się, że tylko 0.4% światowej wody przypada na jeziora i rzeki! Czyli także na nas.

Ogarnijmy się. Koniec prania codziennie, mycia naczyń pod ciągłym strumieniem, spłukiwania wody w toalecie po wrzuceniu tam chusteczki higienicznej. Koniec wielogodzinnego podlewania trawników.

Nie robimy tego dla siebie. W stanie, w którym zostawimy sytuację wodną regionu, otrzymają ją w spadku nasze dzieciaki i wnuki. Jeżeli chcemy zostawić im spękaną glebę i zmusić do pokazywania ich dzieciom trawników jedynie na archiwalnych filmach, to jesteśmy na najlepszej drodze.

Tekst ukazał się jako felieton w Gazecie Pomorskiej, 14 sierpnia 2015 
oraz
Jarry NaTemat: http://jarryjaworski.natemat.pl/151659,nie-ma-nie-ma-wody-na-pustyni

Popularne posty