Diss na niepodległość

Święto niepodległości. Piękny dzień, piękna rocznica. Umowna, bo np. w Toruniu i Bydgoszczy ta niepodległość przyszła prawie dwa lata później. Nie chcę zajmować się marszami i przepychankami politycznymi. Owszem, można się grzebać w polityce. Ale na przykład wielu ze zdziwieniem by odkryło, że Piłsudski - wg ich dzisiejszych norm - był ówcześnie klasycznym lewakiem. To uczy jak beznadziejnie głupie jest przyklejanie łatek, szufladkowanie. 
Uchodźca, to terrorysta. Krytykujący katolicyzm, to antychryst. Wspierający Radio Maryja to faszysta. I tak dalej.

Od wczorajszej nocy wszędzie pojawia się "pacyfka" z wpisaną w środek wieżą Eiffla - symbolem Paryża. Ale pacyfizmu już chyba nie będzie.Twitter
Nasza niepodległość, aż ocieka klejem z różnych świeżo przylepionych łat. Gdy na mnie i to co robię, współtworzę, ktoś pluje na forum internetowym, to ścieka - nomen-omen - po mnie jak po przysłowiowej kaczce (może lepsza byłaby w okolicy 11 listopada gęś, ale jestem konserwatywny w powiedzonkach).
Prawdziwa groza czai się gdzie indziej. Przy niej polityczne łatki, plwociny radykałów, to drobiazg. Folklor. Grozę budzą we mnie łaty przyklejane przez dzieciaki innym dzieciakom. Klejone już nie na plecach, ale bezpośrednio na twarzach. Produkowane w internecie na facebookach, instagramach, snapchatach. To tylko portale w internecie, narzędzia. A narzędzia są takie, jak ich używamy. A dzieci używają ich bezlitośnie. Kiedyś outsidera obśmiewała cała klasa. Jakieś 20 osób. Dziś - 10, 20 tysiecy internautów. Każde ośmieszenie odbija się milionowym echem. Wykorzystajmy naszą niepodległość do powstrzymywania tego trendu. Naszą dorosłość do tłumaczenia, że "dissowanie" to nie jest fajna zabawa. Że nie oni istnieją dla facebooka, ale facebook dla nich. Wtedy wychowamy nowe pokolenie ludzi niepodległych, wolnych wewnątrz.

Tekst ukazał się w tygodniku Toronto, 11 listopada 2015
Obsługiwane przez usługę Blogger.