Łodzianie to menele? Czy o to chodziło Lindzie?

Bogusław Linda zawsze znany był z ostrego, bezkompromisowego sposobu przedstawiania swoich poglądów. Kiedy jednak ostatnio nazwał Łódź "miastem meneli", wybuchła afera na cały kraj, a Lindy na planie musieli zacząć pilnować ochroniarze. Warto jednak przeanalizować dokładnie jego wypowiedź. Wnioski mogą być bardzo różne.

O co poszło? Wszystkiemu winien nowy film Andrzeja Wajdy, "Powidoki". Bogusław Linda gra w tej produkcji głównego bohatera - Władysława Strzemińskiego. Ten wyjątkowy twórca, zwany jest "ojcem polskiej awangardy". 


Ścisłe centrum miasta, róg Piotrkowskiej; fot. Michał Mańkowski / naTemat.plhttp://extra.natemat.pl/co-z-ta-lodzia
Bomba wybuchła w trakcie konferencji prasowej na planie filmu. Zapytany o ocenę Łodzi, Linda nagle wypalił: "Łódź filmowa umarła, nie ma co się oszukiwać. Kiedyś była tu wytwórnia, a wytwórnia to ludzie, których zatrudniała, czyli montażyści, dźwiękowcy, oświetleniowcy, statyści i wiele innych osób. Teraz to już jest nie do odtworzenia. Miasto popełniło straszny błąd zamykając wytwórnię. Dzisiaj to miasto jest umarłe, to miasto meneli".

To ostatnie zdanie rozsierdziło Łodzian. Wylała się lawina internetowych pretensji. Mieszkańcy ulic, na których kręcono zdjęcia zagłuszali pracę ekipy huczącą z okien muzyką disco polo i wchodzeniem w kadr. Na ścianach pojawiły się napisy mieszające Lindę z błotem. Na tym tle, prezydent Łodzi Hanna Zdanowska była raczej stonowana: "Gniewać się nie będziemy, ale mi było troszkę przykro". Linda powiedział, że tłumaczyć się nie będzie, bo dziennikarze wyrwali słowa z kontekstu, a chodziło tylko o zniszczenie łódzkiej wytwórni filmowej i zjawiska "Łodzi Filmowej".

OK, afera aferą, ale zatrzymajmy się na minutę. Mam wrażenie, że przez słowa Lindy przebijała najzwyczajniejsza gorycz. Jak mówił, z Łodzią związany był przez pół wieku. Wystarczająco, by miasto pokochać. Tymczasem dzisiaj, wystarczy przejść się wieloma ulicami śródmieścia, by zobaczyć, że są powody do goryczy. 50 metrów od reprezentacyjnej Piotrkowskiej stoją brudne, osypujące się kamienice z obszczanymi podwórkami. A wiecie, że niektórzy mówią o Łodzi "miasto bez balkonów"? Śródmieście "zdobią" bowiem dziesiątki kamienic, od których balkony po prostu odpadły. I to wiele lat temu. Z drugiej strony, na miejscu EC1 powstaje świetne Narodowe Centrum Kultury Filmowej, budowane są nowoczesne trasy przelotowe i biurowce, jest kompleks Manufaktury i ms2. Ale wystarczy skok na Bałuty, by poczuć się jak na zapadłej prowincji w 1900 roku.

O tym mówił Linda. Tak mówić może bowiem tylko człowiek naprawdę emocjonalnie zaangażowany w jakieś miejsce. Gdyby miał Łódź w d..., to powiedziałby coś okrągłego, typu "zachwyca mnie wasza gościnność". O brzydkiej kobiecie mówi się przecież jej rodzinie zawsze, że "jest bardzo sympatyczna". Dzielę emocje Lindy. Miałem okazję być w Łodzi jakiś czas, chodzić godzinami po tych rozsypujących się ulicach, przy których stoją kamienice przypominające bardziej jakieś wielkie, spróchniałe, żywe organizmy, niż domy zbudowane ręką człowieka. Może to nie miłość, ale na pewno wielki sentyment i ciepło. Tyle, że dziś zapytany, powiedziałbym podobnie jak Linda: Śródmieście w Łodzi - poza głównymi traktami - wygląda jak miasto wymarłe. Nie pochwalam za to na pewno nazwania Łodzian "menelami". Mam nadzieję, że Lindzie chodziło o to, że ulice jakie znał, dziś pełne są biedy, ale i tak "popłynął".

Na miejscu władz Łodzi wykorzystałbym to co się stało, do otwarcia dyskusji. Warto zagrać vabank (swoją drogą, świetny film) i zaprosić Lindę, zorganizować panel dyskusyjny z mieszkańcami, mówić sobie prosto w oczy - jak Franz Maurer - co jest źle. I zmieniać to. Łódź to wspaniałe miasto, które nie zasługuje na degradację. A jeszcze 20 lat temu liczba jej mieszańców zbliżała się do 1 miliona. Dziś ma już tylko ok. 770.000, a prognozy demografów mówią o spadku w roku 2030 do 500.000 osób.

Posłuchajmy Lindy. Ten twardziel jest tak naprawdę wrażliwym facetem. Kilka razy miałem przyjemność z nim rozmawiać (między innymi gdy odbierał Złotego Anioła za niepokorność twórczą na toruńskim festiwalu filmowym Tofifest) i trudno było nie dostrzec, że "twardzielstwo" to tylko "warstwa wierzchnia".

Nie staję po stronie Lindy, bo obaj jesteśmy z Torunia. Staję, bo czasami jedna ostra, pełna osobistych emocji krytyka, jest bardziej wartościowa od tysięcy gładkich i fałszywych komplementów. Od mówienia, że jest ciepło, jeszcze nigdy temperatura powietrza sama nie podskoczyła.

Premiera nowego filmu Wajdy na początku 2016 roku.
Prawdopodobnie w Łodzi... 

(tekst ukazał się na moim blogu http://jarryjaworski.natemat.pl 2 listopada 2015)
Obsługiwane przez usługę Blogger.