Śmierć Luwru

Życie wokół nas dostało przyspieszenia. W mediach, specjaliści od PR – a więc z mojej branży – coraz głośniej mówią, że PiS zwolnił swoich pijarowców, którzy tak ładnie poprowadzili im kampanię wyborczą. Partia Jarosława Kaczyńskiego dokonuje bowiem od kilkunastu dni cudów niezgrabności medialnej. A szkoda, bo jej wizerunek w ostatnich miesiącach budził podziw fachowców.

w tle piramida Luwru, z przodu komunikat o zamknięciu muzeum dla zwiedzających

Wiadomo było, że świeżo upieczona opozycja szybko zaatakuje nowy rząd. To było jasne i stało się. Taka rola opozycji. Dla rządzących szczególnie trudną sytuacją staje się, gdy jeden z ich ekipy „podkłada się” koncertowo. Tak zrobił minister kultury Piotr Gliński. W trzy dni zdetonował trzy bomby. Na antenie TVP Info skrzyczał dziennikarkę i powiedział, że „zrobi z tą stacją porządek”. Zagroził cofnięciem dotacji dla Teatru Polskiego we Wrocławiu za sztukę, której nie widział. No i nominował na wiceministra kultury Jacka Kurskiego. Trudno wskazać, którą akcja jest gorszym posunięciem PR-owskim, bo każda będzie na pewno na długie lata ozdobą wykładów na uczelniach, jako przykład „jak robić nie należy”. Nie oceniam tu politycznego wydźwięku. Walka rządu i opozycji jest, była i będzie. Szkoda jednak, że ta walka zaczyna się od najbliższego mi resortu kultury. 

A kultury właśnie w tej chwili trzeba szczególnie bronić. Bo Państwo Islamskie pokazało niedawno „gdzie ma” naszą kulturę. Europejską, humanistyczną, wolną. Po paryskich zamachach po raz pierwszy od dekad zamknięto na kilka dni Luwr. Świątynia sztuki, dom dla „Mony Lisy” Leonarda, uległa bandytyzmowi fanatycznych morderców. Kultura to delikatny materiał. Jedwab dający naszemu życiu piękno. Wchodzenie na ten jedwab z wojskowymi lub ideologicznymi butami zawsze kończy się jego zniszczeniem.

Może ktoś woli chodzić w szorstkich mundurach. Ja wolę jedwab.


Felieton ukazał się w tygodniku Toronto, 27 listopada 2015

Obsługiwane przez usługę Blogger.