Skończył się hiszpański sen Torunia

Podpis oryginalny: Trochę szaleństwa, ucieczek przed nieistniejącymi bykami po toruńskiej starówce (...)
W poniedziałek 4 kwietnia, zakończyła się dla mnie pewna era. Era walki o Europejską Stolicę Kultury dla Torunia. Ktoś powie, że koniec był w 2011. Formalnie tak, ale klamrę zamyka poniedziałkowe przegłosowanie przez komisję kultury Rady Miasta wycofania się z umowy o współpracy z hiszpańską Pampeluną.

Gdy pracowałem przy naszej kandydaturze, współpraca z Pampeluną była lansowana jako największy międzynarodowy motor naszych starań. "W parze" z tym miastem z Nawarry, znanym z arcy-katolickiego uniwersytetu i dorocznej, ulicznej gonitwy młodych szaleńców ściganych przez stado byków mieliśmy zdobyć Tytuł. Tyle, że była to "para jednoosobowa". Jednoosobowa z naszej strony.

Podryw bez szans

Powiem szczerze, od początku uważałem, że ta współpraca nie przyniesie nam sukcesu i na tym tle zgrzytało między mną i "górą". Co gorsza, strona hiszpańska zachowywała się jakbyśmy byli uprzykrzoną muchą, a nie potencjalnym partnerem. I faktycznie nic z tego nie wyszło. Bo chyba zaimportowanie pomysłu parady na Trzech Króli trudno uznać za sukces. 

W tamten poniedziałek oficjalnie zrezygnowaliśmy z kontynuowania prób nawiązania (utrzymania?) współpracy, wobec kompletnego braku zainteresowania ze strony władz Pampeluny. Bez radości powiem "a nie mówiłem". Nasza współpraca była fikcją, co potwierdza zdjęcie, którym ilustruję tekst. Bo toruńską wersję pampeluńskiej San Fermin - gonitwy setek młodych facetów ściganych po ulicach miasta przez byki - robiliśmy w Toruniu...  bez byków. I tak było z całą resztą.

Przegrana na własnym boisku

Nie trzeba sięgać do Hiszpanii. Błędy robiliśmy "na własnym boisku". Przez wiele miesięcy ostrzegałem głośno, że jeżeli w Toruniu nie potraktujemy poważnie Bydgoszczy i jej obecności w programie naszej kandydatury, to nasz brak decyzji się na nas zemści.

Zemściło się.

1 kwietnia 2010 Bydgoszcz zrobiła nam Prima Aprilis i sama wystartowała do ESK. Dziś wiem, że świat kultury znad Brdy był mocno zirytowany naszym, toruńskim podejściem. Traktowaliśmy bowiem bydgoszczan jak jakichś "młodszych braci" albo nawet "krewnych ze wsi". No bo my mamy gotyk, Kopernika i.. co z tego wynika? Nic.

A jednak?...

Z Pampeluną koniec i dobrze. O ESK już dawno zapomnieliśmy. Generalnie nie ważne, że ani nam, ani Bydgoszczy nie udało się wygrać. Godnie reprezentuje Polskę Wrocław.

Ale w sprawie współpracy Bydgoszcz - Toruń nadal jestem optymistą. Uważam, że możemy współpracować "na falach kultury". Nie potrzeba do tego ESK, tylko woli.

Na polityków na razie bym nie liczył. Oni dadzą się zabić za elektoraty. Na kibiców także nie bardzo. Może więc ludzie kultury? Ja już jestem od dawna pół-bydgoski, pół-toruński.
Kto do mnie dołączy?

***
PS: a od San Fermin z daleka. Kretynów co prawda nam nie brakuje, ale śmierci ich hiszpańskich kolegów nominujmy po prostu do kolejnych Nagród Darwina. A tu coś na przestrogę.




Obsługiwane przez usługę Blogger.