Manifest wolności człowieka, czyli film, który przemeblował mi głowę

Geena Davis, Susan Sarandon w "Thelam & Louise"
Pamiętam jak dziś. Wieczór, chyba jesienny, w 1993 roku. Wychodzę z kumplem z kina „Bałtyk” przy Mickiewicza w Toruniu. Dzisiaj go już nie ma, dumnie pyszni się w nim Biedronka. Wychodzę i mam szum w głowie, buzuje we mnie bunt i chce się krzyczeć. Obaj jakbyśmy dostali obuchem. 

Wychodzimy z nowego, amerykańskiego filmu „Thelma & Louise” w reżyserii Ridleya Scotta. Co się właściwie stało? Kumpel wyciągnął mnie do kina, bo studencki wieczór był nudny tego dnia. Wybraliśmy jeden z filmów nieco na ślepo. Szliśmy na „jakiś film o dwóch babkach, co uciekają przed policją”. Zapowiadała się typowa amerykańska standardowa historia „kina drogi”. Film „Thelma i Louise” okazał się jednak być czymś więcej. Zdecydowanie więcej. 

To był krzyk o wolność, o równouprawnienie, o szacunek. Dlatego nie zdziwiłem się, gdy moja małżonka, szefowa festiwalu filmowego Tofifest Kafka Jaworska oznajmiła mi kilka miesięcy temu, że tematem Tofifest 2016 będzie właśnie 25-lecie tego filmu. A dokładniej bunt, jaki za sobą pociągnął. 
Tofi to festiwal „niepokorny” i ten temat jest dla niego wręcz stworzony. Film Scotta był bowiem pierwszą historią, gdzie role niepokornych buntowników, którzy są gotowi oddać wszystko za wolność, odegrały kobiety. Do 1993 roku ten szablon był zarezerwowany dla mężczyzn. To oni pędzili po amerykańskich bezdrożach, by na końcu osaczeni przez policję czy kogo-tam-innego, wybrać wierność sobie zamiast życia. 


Tym razem niepozorna gospodyni domowa tłuczona przez męża tyrana oraz jej porzucona przez małżonka dla młodszej dziewczyny koleżanka, stały się buntowniczkami z wyboru. Podobno „Thelma i Louise” wymsknęły się Scottowi nieco z rąk. Nie spodziewał się, że zrobi manifest kobiecej wolności. Pewnie miało to być tylko dobre kino sensacyjne. I jest takie. 

Ale jest też wstrząsem dla tych, co uważają, że kobietom wolność się nie należy. Wysłałbym wszystkich tych „ojców rodziny” i zwolenników „tradycyjnego podziału ról” na ten film.  

Jest okazja. Będzie wyświetlony na Tofifest w październiku. Potem będziemy dyskutowali o nim jako o manifeście wolności człowieka. Bo wolność nie ma płci.

***
PS: to film ponownie "aktualny". Teraz trwa w Polsce wojna o prawo kobiet do wolności. Bo chociaż jestem przeciwnikiem aborcji "na życzenie", to uważam, że obecny kompromis jest dobrym wyjściem w tej złej sprawie. Próby stworzenia prawa wsadzającego kobiety do więzienia za ich tragedię są co najmniej chore i bezmyślne. Ale dziś rządzi "twarda męska siła" pisałem już o tym.


Obsługiwane przez usługę Blogger.