Koniec "Belle Epoque", czyli Niemcy na granicy

"belle" już było... (pexels.com + Jarry Graph Studio ;))
Trudno to zapomnieć. Jak dziś pamiętam, jak zmrażało mnie wykrzyczane „Guten Morgen, Passkontrolle!”, kiedy stałem na granicy polsko – niemieckiej przed 2007 rokiem. Zawsze się bałem że mam coś nie tak w samochodzie czy papierach i rygorystyczne Szwaby każą zrobić odwrót. A ja przecież chciałem poznawać Europę, w końcu wystarczająco długo żyłem w komunizmie. Wiele wskazuje na to, że niedługo znów będę miał stracha na granicy z tej samej przyczyny.



Rozpadło się w proch

Co tu dużo mówić, na naszych oczach rozpadł się w proch do niedawna panujący porządek europejski (i od 20 stycznia także światowy, isn’t it Mr. Trump?). Rozpadł się ten nasz mały ładniutki światek, UE-wyspa pośród morza wojen i wojenek. Wygląda na to, że była to w dużej mierze wyspa deklaratywna, wręcz wymyślona. Po prostu wielu Europejczyków chciało widzieć świat i ludzi przez bardzo różowe okulary. No to ludzie im te szkiełka zbili.

Teraz się narażę. Uważam, że zakończył się czas, który można nazwać „Piękną Dekadą” – te kilka lat od 2000 do mniej więcej 2010 roku, były „drugą Belle Epoque” dla zachodniej Europy, w tym też dla nas.

A jest to zakończenie bolesne, definitywne i groźne, mające wpływ na życie zwykłych ludzi, takich jak ja, my, wy wszyscy dookoła. Bo zmiany jakie nadeszły są tak głębokie i dotyczą tak ogromnego spektrum, że nie da się przed nimi ukryć „w swoim świecie”. Nie da się powiedzieć: „mnie to nie dotyczy. Będę robił swoje i jakoś się uchowam”. No nie uchowasz się. Nie da rady. Bo „belle” już było.

Dlaczego było „belle”?

Teraz chwila miłych wspomnień. Dla „unijnej” Europy dekada od 2004 roku, kiedy to przyjęto do Unii 10 krajów - w tym nas - była czasem pięknym. Wolność podróży, swoboda osiedlania się w dowolnym miejscu, wolność wyznawania różnych wiar i poglądów, a nawet rozwój weganizmu i ruchów rowerowych (o zgrozo!). Powstała unikatowa w skali świata strefa dobrobytu, próbująca wcielać w życie motto „równość, wolność, braterstwo” i dawać nadzieję na lepsze jutro ludzkości. Taki kontynentalny ogród Eden.

Ta nadzieja udzielała się także krajom spoza unijnych granic. Ukraińcy, Mołdawianie, Chorwaci, Gruzini, Ormianie, nawet Turcy (!) ulegli temu czarowi i chcieli do tej strefy dołączyć (tak, tak, jeszcze kilka lat temu Unia była blisko przyjęcia Turcji).
Ale z „belle” zrobiło się ”be”

Dlaczego jest „be”

Dziś widać, że w dużej mierze była to wizja życzeniowa. Takie zaczadzenie wiarą w to, że udało się zbudować Utopię, że człowiek może być lepszy, bardziej tolerancyjny i otwarty. Młotka w cążki do paznokci nie zmienisz, w końcu więc zasłona opadła, a Wielki Zwrotniczy przestawił wajchę na prawo.

Do tego dołączyła kwestia czysto biznesowa. W pozostałej części świata nikomu nie pasowała mocna gospodarczo Unia ze wspólna waluta i rynkiem. Trzeba było ją sprowadzić do parteru, no to popłynęła rzeka uchodźców…

Zresztą jak dziś widzimy, nam samym, Europejczykom też pomysł wspólnej Europy nie podchodził. Wolimy państwa narodowe, nacjonalistyczne, chaty płotem oddzielone od siebie, z dala od Obcego.

Dobra ale co to zmienia dla mnie w Chrzanowie czy Toruniu?

Wszystko. Cały dotychczasowy europejski-unijno-genderowo-wegański świat się zmienił. Jeżeli ktoś jeszcze nie wierzy, niech zrobi mały eksperyment i zanurzy się w dwie, poniższe wizje.

Wizja pierwsza: jest rok 2012, trwają mistrzostwa piłkarskie Euro w Polsce i na Ukrainie. Strefa Schengen pozwala przelewać się milionom ludzi bez policyjnych kordonów przez cały kontynent. W Doniecku na wschodniej Ukrainie rozgrywa się mecze Euro. Polacy tłumnie jeżdżą na plaże w Tunezji i Turcji, a wyjazd do Egiptu jest tak popularny jak Łeba. Polska emigracja do UK płynie rzeką, bo można to zrobić łatwo w ramach unijnego wspólnego rynku. Wyspa Lampedusa jest na razie zapomnianą skałą w połowie drogi z Afryki do Włoch, a w USA rządzi pierwszy czarnoskóry prezydent!

Teraz „wizja druga”: jest rok 2017. Mamy reprezentację lepszą niż wtedy, ale to raczej jedyny plus. Strefa Schengen jest co chwila grodzona tymczasowymi granicami. Donieckie lotnisko to zgliszcza. Na plażach północnej Afryki i Turcji łatwiej zostać zabitym niż się opalić. Nasi emigranci w UK zastanawiają się co po Brexicie? Lampedusa stała się „skałą ocalonych” dla tysięcy uchodźców z Afryki i doczekała się swojego filmu, który wygrał festiwal w Berlinie. W USA rządzi prezydent o nienaturalnie pomarańczowej skórze…

lotnisko w Doniecku - 2012 i 2016 (źródło: gazeta.pl)
Jeżeli ktoś chce zarzucić, że bezpodstawnie gloryfikuję "rzekomą Belle Epoque”, nie będę wymyślał naukowych argumentów. Naukowcem nie jestem, ani politologiem, ani politykierem. Uzasadnienie moich słów jest proste jak kij. Mówię ciepło o tamtym czasie, bo odpowiada mi taka wizja Europy, wizja świata. Podoba mi się tworzenie miejsc, w których - może na wyrost - wierzy się w piękne ideały i próbuje wcielać je w życie. Gdzie nie choruje się na zarazę nacjonalizmu i nie ma „rządowej” religii.

Zdaję sobie sprawę, że na świecie te lata wcale nie były piękne. To co dzisiaj dzieje się w polskim Sejmie, jest echem wydarzeń z 11 września 2001 kiedy to runęły w Nowym Jorku wieże WTC. Potem Bush, wojna w Iraku, po niej morderczy chaos, wojna w Syrii, narodziny ISIS, Boko Haram i innych bandyterek islamskich, seryjne zamachy, rzeka uchodźców i mamy co mamy.

Pewnie nadchodzące wybory we Francji, Holandii i Niemczech wbiją ostatnie gwoździe do euro-trumny „pięknej dekady”. Wrócą granice, marsze militarystów pod narodowymi sztandarami, rządzić będą myśliwi, kibole i aryjczycy. A ja będę zażywał walerianę na przejściu granicznym z Niemcami.

Czy to dobrze, że marzycielski sen się skończył i „wreszcie rządzi prawda”? A lubicie kiedy ktoś wyrywa was w niedzielny poranek z ciepłej pościeli? Ja też nie.

Obsługiwane przez usługę Blogger.