Wielkanoc, najbardziej niepotrzebne nam święto?

widokówka Wielkanocna ze zbiorów polona.pl

Pewnie parę osób się na mnie obrazi, ale niepotrzebnie, bo piszę to ze smutkiem. Wielkanoc to dzisiaj w Polsce takie święto “przy okazji”. Tak zresztą pożegnał mnie w piątek kumpel z pracy. Powiedziałem “Spokojnego święta”, a on “iii tam, grunt że jest poniedziałek będzie się dłużej spało”.

I chyba tak postrzegane jest dzisiaj najważniejsze święto Chrześcijan. Bo przecież dzień Zmartwychwstania jest dniem powstania chrześcijaństwa. Nie ukrzyżowanie, błędnie uważane w potoczny sposób za kluczowy moment. Równie dobrze mogłoby to być ukamieniowanie czy inna, brutalna śmierć. Bo liczy się TYLKO Zmartwychwstanie.

Ale właśnie dlatego, że to była śmierć... 

... dlatego Wielkanoc nie jest dla nas ważniejsza od Bożego Narodzenia, a terminem “święta” określamy domyślnie czas grudniowy. Bo duetu “ukrzyżowanie / zmartwychwstanie” nie da się sprzedać marketingowo. Jak promować w TV wciskanie prezentów dla bliskich z okazji wyjścia kogoś z grobu? Albo jego śmierci po torturach?

Sektor marketingu, promocji, cała sprzedażowa banda nie ma na to pomysłu. Nawet najsprytniejsi szkoleniowcy i spece od social - media nie wymyślą nic w tej sprawie. Sa bowiem rzeczy naprawde święte, których nie da się zapchać grubasem w czerwonym kubraczku, dudniącym “Ho-ho-ho!”.

Dlaczego piszę, że to “najbardziej niepotrzebne nam święto”?

Nie wyobrażamy sobie spędzania Bożego Narodzenia bez rodziny. Sklepy trzeszczą w szwach, kupujemy tony jedzenia, na kilka dni znikamy w “świątecznej atmosferze”. Obserwuję wyniki badań i wskazują one, że Wielkanoc to od kilku lat “długi weekend ze śniadaniem”. Tysiące Polaków wyjeżdża już w piątek do spa, pensjonatów i hoteli. W radiu słyszałem wczoraj argumentację: “nie musimy nic robić, śniadanie jest w cenie”.

Odpada też cyrk ze święconką, konieczność sprzątania domu, w końcu wyjechaliśmy a śniadanie się zjada i jest po świętach. I najważniejsze, nie mamy na głowie rodziny. Wielkanoc nie ma takiej przytulnej atmosfery jak Boże Narodzenie. W końcu tam rodzi się bobasek. no i te polskie kolędy (na marginesie: smutne jak mrok).

Znam kilka osób, które prawdziwie przeżywają ten czas.
Poszczą, potrafią wznieść się na wyżyny walki ze sobą w imię szacunku dla Wielkiej Nocy. Nie umywam się do nich, bardzo ich za to szanuję.

Ale nie zmienia to faktu, że szeroko widziany, polski powierzchowny katolicyzm ogranicza to święto do pójścia ze święconką, do kościoła i śniadania z jajkami i białą kiełbasą. Szkoda, bo na te kilka dni, prawdziwie chrześcijański naród winien wyłączać się z życia, zapadać w medytację o początku i fundamencie ich wiary. Tak jak potrafią zrobić to muzułmanie w Ramadanie. Ale my wolimy zajączka i jajeczko i śniadanie w cenie wyjazdu.

**
PS: wczoraj robiliśmy zakupy przedświąteczne w markecie. Około 17-tej, zupełnie pusto. Kasjerka bez uśmiechu:
“Co pani taka smutna, święta są?”
“Dyrekcja kazała nam siedzieć na kasach w sobotę do 22.00. Wesołych świąt dla państwa”.

***
czytaj też:
Powidoki Jarrego #1: mowa nienawiści
Powidoki Jarrego #2: skrzyżowali człowieka ze świnią


Obsługiwane przez usługę Blogger.