Kino “superbohaterskie” jest jak disco-polo. Klub Zasadniczo Dyskusyjny #12

Obraz
Kino “superbohaterskie” jest jak disco-polo. Szkodzi swojej dziedzinie sztuki. Jedno filmowi, drugie muzyce. Dlatego podczas najbliższego Klubu Zasadniczo Dyskusyjnego, na którym podyskutujemy pod hasłem "kino dokumentalne vs. blockbustery", nie zamierzam być delikatny. Jeżeli ktoś wkurzy się, tym o co napisałem poniżej, zapraszam na Klub, 19 maja do Miejskiego Centrum Kultury w Bydgoszczy. Chętnie podyskutuję.

Ta gazeta jest bezpłatna, tylko dla Ciebie drogi czytelniku

Cena bezpłatnej gazety jest zazwyczaj wprost odwrotna do ogromu wysiłku jaki wkłada w jej tworzenie zespół. Pytano mnie wiele razy czy „Toronto” ma szanse. Ma. I to duże.


Rynek mediów w Polsce przeżywa kulminację fali niszczenia ich niezależności. Kolejne redakcje wtłaczane są w ciasne ramki systemów korporacyjnych. Ujednolicane i pozbawiane przysłowiowych "jaj".

Około roku 2000 dotknęło to stacje radiowe. Formatowanie - rak na radiowym organizmie. Kto dziś pamięta Radio Toruń? Od 1992 do około 2003 istniało to piękne dziecko polskiej wolności, jaka wybuchła w latach 90. To nie było radio "od igły", a raczej splot dziesiątków różnych osobowości. Żadnej wspólnej playlisty, narzuconych, 45-sekundowych wejść. To było piękno wolnych mediów. Dziś Radia Toruń nie ma. Nie ma też wspominanej z nostalgią walki RT z Radiem Gra o każdy news toruński. Obie stacje stawiały sobie za punkt honoru, wyprzedzenie konkurenta. Rozumiem, rynek się zmienił, „kalkulacja finansowa” i tak dalej. Ale jest taki piękny tekst „i komu to przeszkadzało?”.

Potem walec wjechał do telewizji, zasypując ją licencyjnymi reality shows, które z „reality” miały tyle wspólnego co Tusk z Kaczyńskim. Do tego sklonowane seriale, z wciąż tym samym zestawem aktorów i bach! Po sprawie.

Ostatnie broniły się gazety, ale i na nie przyszła pora. Rzesze znakomitych dziennikarzy płaczą dziś, musząc pisać teksty o z góry określonej ilości znaków. Skrajną postać wynaturzenia przyjęły tabloidy. Zjawisko znane na całym świecie, więc nie ma co się dziwić, że i u nas istnieją. Istnieją bo my, obywatele chcemy posmakować czasem brudnej sensacji i poturlać się w czyjejś prywatności.

Po co o tym piszę? Bo pokładam w „Toronto” nadzieję. Widzę, że to fajny, kreatywny zespół. Że to także profesjonaliści. Intuicja mówi mi, że mogą nieźle namieszać w tym mieście. I tego im życzę. Nam życzę.

Felieton dla tygodnika TORONTO, 8.X.2015

Popularne posty z tego bloga

"Jej dziura chce kocura, co w pi**e jej pohula" Czyli jak dostałem propozycję współpracy

Estetyczna kastracja - to plan dla uczniów polskich szkół na najbliższe lata